Jedna jaskółka faktycznie wiosny nie czyni. Nastała ponura jesień, która znowu wdarła się w szeregi reprezentacji Polski i jej kibiców. Udało nam się rozegrać kilka dobrych meczów z ekipami, które teoretycznie są od nas dużo lepsze, ale środowa konfrontacja z Urugwajem dobitnie pokazała, że w polskiej kadrze nie zmieniło się nic. Nadal jesteśmy bojaźliwym zespołem sprzed kilku miesięcy, który najwyraźniej potrafi spiąć pośladki tylko wtedy, kiedy 38 milionów Polaków żarliwie się tego domaga.
Przyznam, przecierałem oczy ze zdumienia, gdy oglądałem mecz z Anglią na Narodowym. Trzeba chłopakom oddać, że zagrali z jajami, pokazali otwartą piłkę i – co najważniejsze – piłka ta była ładna. Anglicy sami chyba nie wierzyli w to, że nasza kadra potrafi wznieść się na takie wyżyny. Nawet na Euro 2012 nie graliśmy tragicznie. Pojedynek z Rosją był idealnym przykładem, że jeśli się chce, to się potrafi. Ale to jest właśnie największy problem polskiej kadry. Nie ulega wątpliwości, że grajków potrafiących kopać futbolówkę to my naprawdę mamy, ale gdy przyjeżdżają na zgrupowanie, zapominają zabrać ze sobą waleczność, wolę zwycięstwa i boiskową zadziorność, które spokojnie czekają na nich w klubowych szatniach. Bo to chyba nie przypadek, że bardzo dobre mecze rozegraliśmy akurat z Rosjanami i Anglikami?

Jak tylko dowiedzieliśmy się, że w eliminacjach do mundialu będziemy walczyć z Anglią, to w mediach zaczęło się przypominanie Wembley i apelowanie o to, by powtórzyć ten historyczny wynik. Na tydzień przed planowanym rozpoczęciem spotkania nie żyliśmy już niczym innym, tylko pojedynkiem z synami Albionu. Gdy rozpoczęło się zgrupowanie, to nasi piłkarze wręcz ostrzeliwani byli pytaniami na temat tego meczu. Ale wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, jak ważne będzie to starcie. Atmosfera wokół konfrontacji z Gerrardem, Rooneyem i spółką była porównywalna do tej, która towarzyszyła nam podczas Euro. Nic dziwnego. Mierzyliśmy się z historycznym dla nas rywalem i rozgrywaliśmy pierwszy z wielu zapewne meczów o przetrwanie. Ciągłe wałkowanie tematu najwyraźniej pomogło naszym piłkarzom, którzy długimi fragmentami byli od Anglików po prostu lepsi.
Podobnie było podczas Euro 2012, kiedy graliśmy ze wspomnianymi Rosjanami. Nikomu rzecz jasna nie trzeba mówić, jaki ten mecz miał dopiero wydźwięk historyczny. W istocie to właśnie „Sbornej” chcieliśmy bardziej dokopać niż ostatnio Anglii. Dokopać również się nie udało, ale rozegraliśmy dobre zawody, wręcz bardzo dobre. Co ważniejsze, zachowaliśmy wówczas szanse na wyjście z grupy. Smuda jeszcze się uratował, ale na stanowisku zostać nie mógł. Po Euro zaczęło się gorączkowe szukanie wyjścia z trudnej sytuacji i zatrudnienie Waldemara Fornalika. Początkowo wydawało się, że z tego wszystkiego może wyjść coś pozytywnego. Urugwaj sprowadził nas na ziemię i pokazał miejsce w szeregu.










