Matura, mapa polityczna Europy, historia, obowiązki, organizacja, konsekwencja, logika. Jaki jest wspólny mianownik dla tych wszystkich, pozornie niezwiązanych ze sobą, słów? Tak to właśnie on. Franciszek Smuda.
Ucz się ucz, bo nauka do potęgi klucz! Tak mawiał do mnie dziadek, jak byłem jeszcze młodym chłopcem i uczęszczałem do szkoły podstawowej. Hasła o podobnej treści słyszałem od mamy, babci, taty i pozostałych członków rodziny. Byłem tym zmęczony i chciałem, żeby już przestali o tym gadać. Dziś patrzę na to inaczej. Dziś wiem, że to nie jest tylko wyświechtany frazes czy też kolejny truizm wkładany nam do głowy. Wiem, że zdobyta wiedza pozwala na wiele spraw spojrzeć z szerszej perspektywy i tym samym wiele rzeczy zrozumieć. Problem w tym, że choćbym nie wiem, ile przeczytał książek, nie wiem, ile obejrzał mądrych filmów, to chyba nigdy nie zrozumiem pewnych mechanizmów istniejących w polskiej piłce.
Matura

O tym jakże skromnym, ale mającym ogromną wartość, dokumencie zrobiło się ostatnio strasznie głośno. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby był kwiecień albo, jeszcze lepiej, maj. Wtedy też biedni uczniowie ostatnich klas szkół średnich i techników przystępują do egzaminu dojrzałości. Jednak to nie o licealistów chodzi. Chodzi o naszego kochanego selekcjonera, pana Franciszka Smudę.
Otóż przesympatyczny pan Franio matury nie ma. Ktoś zapyta: a co z tego? A to, że jak nie ma tego świstka papieru, to nie może być selekcjonerem. Mało tego, nie może nawet być trenerem żadnego z klubu ekstraklasy.
I dochodzimy do punktu, w którym pojawiają się spory. Jedni mówią, że Smudę trzeba wywalić, bo to niezgodne z prawem. Drudzy, że tak właściwie to po co trenerowi matura. Za cały komentarz do sprawy niech posłuży pytanie retoryczne. A po co lekarzowi matura?
ZSRR

Nie, to nie błąd. Z tą właśnie reprezentacją miała zmierzyć się kadra Smudy. Niestety, działacze „Sbornej” w ostatniej chwili się rozmyślili i z PRL-em grać nie będą. Po tej skandalicznej decyzji władz Związku Radzieckiego nie pozostało nam nic innego, jak zakontraktować mecz z Austro-Węgrami. Jednak w tym spotkaniu nie mogą zagrać piłkarze rodem z państwa wymienionego w pierwszym członie, więc zostali sami Węgrzy. Dobre i to.
A tak już zupełnie na poważnie, to smutne jest, że my jako gospodarz tak wielkiej imprezy jak Euro 2012 mamy problemy z dobraniem sparingpartnerów. Już od dawna powinniśmy mieć szczegółowo dopięte wszystkie mecze towarzyskie. Taki bubel jak ten z Rosją nie miał prawa się zdarzyć. Organizowanie na chybcika meczu z Węgrami tylko pokazuje, jak słabo wyglądają nasze przygotowania.












