Przez chwilę, taką jedną małą chwilę, miałem nadzieję, że Euro 2012 będzie wspaniałym turniejem, który zjednoczy wszystkich. Znikną podziały partyjne, gdzieś przycichnie konflikt na linii PZPN – kibice, a wszyscy fani piłki nożnej w Polsce będą wspólnie dopingować naszych piłkarzy. Myliłem się.
Tak naprawdę tylko pierwsze tygodnie po przyznaniu nam organizacji europejskiego czempionatu zwiastowały, że ten turniej może zjednoczyć wszystkich. Posłowie jak jeden mąż zapowiadali, że w tej kwestii panuje pełna zgoda i trzeba zrobić wszystko, by Euro wypadło wzorowo. PZPN zapewniał, że na pewno będzie to wielkie wydarzenie i obok wyniku sportowego ważne też będzie zadowolenie kibiców, bo to oni tworzą atmosferę mistrzostw. Ci ostatni oczyma wyobraźni widzieli wypełnione po brzegi stadiony, fenomenalne oprawy i głośny, wywołujący ciarki na skórze doping.
Pół roku przed pierwszym gwizdkiem z tych planów nie zostało nic.
Politycy zdołali się już milion razy pokłócić, PZPN błaźnił się przynajmniej dwa razy na miesiąc, a kibice doszli do wniosku, że właściwie to mają taką kadrę w poważaniu.
Co zmieniło się od 18 kwietnia 2007 roku? Praktycznie wszystko.

Po pierwsze, zmieniła się sama reprezentacja. Farbowanych lisów mamy w niej teraz na pęczki. Wcześniej nie mieliśmy żadnego. Oto skład kadry z meczu z Azerbejdżanem rozegranego 2 czerwca 2007 roku: Artur Boruc – Marcin Wasilewski, Jacek Bąk, Dariusz Dudka, Michał Żewłakow – Jakub Błaszczykowski (57. Wojciech Łobodziński), Mariusz Lewandowski, Jacek Krzynówek, Maciej Żurawski (k) (57. Marek Saganowski), Euzebiusz Smolarek – Grzegorz Rasiak (81. Radosław Sobolewski). Był to pierwszy mecz o punkty po ogłoszeniu, kto zostanie gospodarzem Euro 2012.
Teraz dla porównania skład z niedawnego meczu z Włochami: Szczęsny – Piszczek, Głowacki, Perquis (69. Wasilewski), Wawrzyniak – Murawski (80. Dudka), Polanski (65. Matuszczyk) – Błaszczykowski, Obraniak (56. Brożek), Peszko (65. Mierzejewski) – Lewandowski. Trzech panów z tej jedenastki nawet nie mówi po polsku. Ba, mówią w naszym ojczystym języku gorzej niż trzech reprezentantów Niemiec. Znamienne.
To tak, jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości po co Perquisowi, Obraniakowi, Polanskiemu i Boenischowi polskie obywatelstwo (z Włochami nie grał, bo jest kontuzjowany już od roku, ale Smuda na niego liczy). Promocja, promocja i jeszcze raz promocja, nic więcej.
Część kibiców to zaakceptowała, część nie, ale atmosfera wokół kadry siadła. Jeżeli dołożymy do tego brak zorganizowanych grup kibiców, które prowadziły doping, to dostaniemy piknik zamiast widowiska. Osobiście cieszę się, że swój pierwszy mecz „Biało-czerwonych” zaliczyłem znacznie wcześniej, bo przynajmniej dane mi było poczuć atmosferę piłkarskiego święta, a nie pikniku.












