Ach, ta przedmistrzowska gorączka! Do Euro pozostał jeszcze rok, a już w sklepach pełno artykułów związanych z polsko-ukraińskim czempionatem. Już coraz częściej na ulicach, w tramwajach, autobusach, barach i wszędzie, gdzie się tylko da słychać rozmowy dotyczące Euro 2012. To wszystko nakręcałoby się samo, ale dobrze, że selekcjoner Smuda postanowił przyspieszyć ten proces i daje nam niezliczoną ilość tematów do dyskusji. Jeżeli dorzucimy do tego PZPN, to mamy już tych tematów niezmiernie dużo.
Może na początku napiszę, że kolejność przedstawionych przeze mnie problemów jest przypadkowa. Nie jest tak, że pierwszy jest lepszy od ostatniego i odwrotnie. Tak mi się po prostu napisało.
Temat nr 1: Polanski Eugen
Czepiam się tych obcokrajowców w kadrze już od pierwszego tekstu z cyklu „Wokół kadry”, ale czepiać się będę do końca. Z uporem porównywalnym chyba tylko do zacięcia Franciszka Smudy w powoływaniu kolejnych i kolejnych naturalizowanych piłkarzy. Jest Roger, jest Obraniak, jest Boenisch, będzie Polanski, ale to mało. Do szczęścia brakuje jeszcze dwóch: Arboledy i Perquisa. Wtedy „Franz” będzie mógł powiedzieć: udało się. Mam swój wymarzony skład. Mogę odejść.

Ale przejdźmy może do samego Polanskiego. Postać bardzo ciekawa. Jeszcze rok temu ten piłkarz twierdził, że z orzełkiem na piersi nie zagra, ale zmienił zdanie i jednak zagra. Bo przemyślał, bo stwierdził, że jednak będzie dumny z gry dla Polski i takie tam. A zapytany, dlaczego jeszcze w lipcu 2010 roku mówił, że on dla Polski grać nie będzie, bo jest stuprocentowym Niemcem, oczywiście zaprzecza. Co złego to nie ja.
W ogóle to chyba trzeba Eugenowi podziękować i to tak po polsku, wylewnie. Ten człowiek jeszcze niedawno stwierdził, że w meczu Polska – Niemcy będzie kibicował tym drugim. Na szczęście teraz się wszystko zmieniło i będzie kibicował naszym. Uff… bałem się, że w Gdańsku możemy liczyć na jakiegoś efektownego swojaka na 1:0 dla naszych zachodnich sąsiadów.
A tak już troszeczkę abstrahując od Eugena, to coraz częściej słychać głosy płynące z wewnątrz kadry, że obcokrajowcy nie są mile widziani w szatni „Biało-czerwonych”. – Już kilka razy wypowiadałem się w tej sprawie. Chciałbym grać jak najdłużej z tymi samymi zawodnikami, co teraz są w kadrze. Nie chciałbym, żeby miesiąc przed Euro pojawił się nowy piłkarz, został liderem mojej obrony i nie mówił w moim języku – powiedział w jednym z wywiadów Wojciech Szczęsny. To jasny sygnał dla selekcjonera, że jest bardzo, ale to bardzo bliski przekroczenia pewnej granicy. Granicy, po przekroczeniu której polska reprezentacja może mieć problem wewnętrzny, a o dobrej atmosferze możemy zapomnieć. Warto to przemyśleć.












