Legia Warszawa jest na najlepszej drodze, by wraz ze Śląskiem Wrocław zdominować tegoroczne rozgrywki T-Mobile Ekstraklasy. Tym razem warszawianie nie dali szans Lechii Gdańsk, pewnie wygrywając 3:0. Czyżby w tym sezonie w lidze królowały dwa dawne kluby wojskowe?
Już pierwsze minuty spotkania pokazały, że siła ofensywna Legii może przeważyć szalę zwycięstwa na korzyść warszawian. Od pierwszych minut efektowne akcje Radovicia, Ljuboi i Rybusa sprawiały wiele problemów obrońcom rywali. Do poziomu bardziej doświadczonych piłkarzy dopasował się też młody Rafał Wolski, który staje się kolejnym odkryciem „Wojskowych”. W 10. minucie młody pomocnik wraz z Ljuboją przeprowadził ciekawą akcję, lecz sędzia dopatrzył się pozycji spalonej.

Legia dominowała, nie pozwalając rywalom na rozwinięcie skrzydeł, jednak gospodarze nie potrafili stworzyć sobie dogodnych sytuacji bramkowych. Dopiero w okolicach 30. minuty pod bramką Małkowskiego zrobiło się gorąco. W odstępie zaledwie kilku sekund legioniści czterokrotnie testowali umiejętności gdańskiego golkipera, ten jednak nie zawiódł, udowadniając, że jego debiut w reprezentacji Polski w minionym sezonie nie był przypadkowy. Bramki jednak nie padły, a kibice obu drużyn z wyjątkiem kilku ciekawych momentów zastanawiali się, czy większą atrakcją nie byłoby pozostanie w domach i przyrządzenie flaków z olejem.
W ostatniej minucie pierwszej części spotkania zagotowało się pod bramką Małkowskiego. Radović otrzymał bardzo dobre podanie od Wolskiego, ale tym razem jego instynkt strzelecki zawiódł. Chwilę później to, czego nie mógł dokonać wspomniany Serb, uczynił jego rodak. Ivica Vrdoljak zdecydował się na strzał z 16 metrów, a piłka po rykoszecie od Ljuboi wylądowała w siatce. Typowy gol do szatni, który jak się później okazało, wstrząsnął zespołem trenera Ulatowskiego.
Druga połowa rozpoczęła się od frontalnego szturmu gdańszczan. Tuż po rozpoczęciu gry Janicki huknął zza pola karnego tuż nad poprzeczką. 60 sekund później Wiśniewski o mały włos nie doprowadził do wyrównania, tym razem legionistów ocalił refleks Dusana Kuciaka. Nie sprawdziło się też powiedzenie „do trzech razy sztuka”, w 49. minucie uderzenie Deleu z bliskiej odległości zostało bowiem w ostatniej chwili zablokowane przez Jędrzejczyka. Po chwili można było przytoczyć inne popularne piłkarskie powiedzenie. Rafał Wolski, który wniósł w Legii więcej świeżości niż sklepy „Biedronki” przy nowej dostawie produktów spożywczych, łatwo minął Lukę Vucko i potężnie uderzył na bramkę. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do siatki. Ciekawe, czy Małkowski też pomyślał o niewykorzystanych sytuacjach, które często się mszczą.










