Wisła Kraków zdobyła trzy punkty w meczu z ŁKS-em Łódź. Mistrz Polski przegrywał od 9. minuty, ale później zdołał wyrównać, a po golu Davida Bitona wygrać mecz. Wisłę uratował błąd sędziego, który w 79. minucie nie uznał prawidłowo strzelonej bramki dla ŁKS-u.

Mecz ambitnie zaczęli gospodarze. Defensywa Wisły była regularnie straszona przez Saganowskiego. Mimo inicjatywy ŁKS-u, to Wisła miała bardzo groźną sytuację w 8. minucie gry, gdy piłka uderzona z rzutu wolnego przez Łukasza Gargułę minimalnie minęła poprzeczkę. Minutę później gospodarze cieszyli się z pierwszego w meczu gola. Po bardzo dobrej, szybkiej akcji ŁKS-u piłkę do bramki Pareiki wbił Sebastian Szałachowski. Stadion w Łodzi szalał z radości. Kilka minut później mistrz Polski mógł stracić kolejną bramkę. Tym razem po dobrym dośrodkowaniu gospodarzy refleksem popisał się Sergei Pareiko, wyłapując piłkę.
Przez kolejne minuty trwało oblężenie bramki Wisły. W końcu w 18. minucie do głosu doszedł mistrz Polski. Andraż Kirm miał znakomitą szansę na wyrównanie, ale nie trafił z kilku metrów do pustej bramki. Jednak nawet gdyby trafił, gol nie zostałby uznany, gdyż słoweński piłkarz był na pozycji spalonej. Pięć minut później kibice w Łodzi oglądali kolejne starania mistrza Polski. Tym razem David Biton wychodził na czystą pozycję, ale sędzia znów był nieugięty i odgwizdał spalonego. ŁKS nie dawał strzelić sobie bramki i wciąż prowadził, natomiast Wisła rzucała się do ataku. W końcu w 32. minucie „Biała Gwiazda” dopięła swego. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najwięcej sprytu pokazał Michael Lamey, który umieścił piłkę w bramce.

Wisła chciała pójść za ciosem i już po chwili po dobrej kontrze zrobiło się groźnie pod bramką ŁKS-u, ale mistrz Polski wywalczył tylko rzut rożny. Kilka minut później kibice ŁKS-u domagali się rzutu karnego dla swojej drużyny po tym, jak Piotr Klepczarek został ostro potraktowany przez krakowską defensywę. Mimo protestów kibiców sędzia był nieugięty i nakazał grać dalej. Pod koniec pierwszej połowy jeszcze Wisła próbowała strzelić gola do szatni, ale „Białej Gwieździe” zabrakło szczęścia.
Druga połowa rozpoczęła się dominacją Wisły, która już na samym początku wyszła na prowadzenie. Jeden z defensorów ŁKS-u przez pomyłkę podał wprost do Dudu Bitona, a ten nie dał żadnych szans bramkarzowi gospodarzy. Po tym golu gra się rozkręciła, a inicjatywa zupełnie należała do gości. Wisła dominowała, wymieniając dobre podania i dekoncentrując tym gospodarzy. Mimo kontroli Wisły ŁKS próbował jeszcze zdobyć bramkę wyrównującą, jednak mistrz Polski przewyższał beniaminka ograniem i wciąż prowadził 2:1.












