Gracze Roberta Maaskanta wykonali kolejny duży krok w stronę mistrzostwa Polski. Wisła wygrała w Krakowie z drugą w tabeli Jagiellonią 2:0 i powiększyła swoją przewagę do ośmiu punktów.
Jako pierwsi groźnie zaatakowali goście, już w 10. minucie bowiem piłkę w pole karne rywala dośrodkował Frankowski. Niestety dla Jagiellonii, Parejko obronił strzał, jednak nie bez problemów. Po kwadransie wiślacy mieli nieco problemów w defensywie, co skutkowało w okazjach dla podopiecznych trenera Probierza. Kolejną dobrą centrą z rzutu wolnego błysnął Frankowski, a tym razem do futbolówki wyskoczył Arzumanyan, ale jego strzał okazał się niecelny.

Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić – tak chyba pomyśleli gospodarze, kiedy w 26. minucie Sandomierskiego pokonał Kirm. Słoweniec odnalazł się w sporym zamieszaniu w polu karnym i posłał piłkę do siatki, obok kompletnie zaskoczonego golkipera Jagi. Goście starali się szybko nadrobić straty, kiedy po pół godzinie gry z dystansu uderzał Frankowski, ale piłka minęła słupek bramki rywala.
Odpowiedzią Wisły była sytuacja, którą stworzył sobie Kirm. Gracz drugiej linii opanował piłkę, po czym oddał strzał w niecodzienny sposób, ale i tym razem futbolówka minęła słupek. Mimo niezłych okazji, Jaga schodziła do szatni przegrana.

Po zmianie stron groźnie ruszył Thiago Rangel Cionek, jednak Brazylijczyk nie zdecydował się na oddanie strzału czy też dośrodkowanie. Wisła postanowiła nie być dłużna, kiedy chwilę później Melikson wyłożył piłkę do Gienkowa, ale Bułgar nie potrafił oddać celnego strzału z dziesięciu metrów.
Gospodarze zdołali podwyższyć prowadzenie w 63. minucie. Akcja rozpoczęła się od dalekiego wybicia przez Parejkę, następnie Gienkowa nie dopilnował Arzumanyan. Bułgar założył popularną „siatkę” Sandomierskiemu i mógł cieszyć się ze swojego premierowego trafienia w Ekstraklasie. Tylko kilka minut wystarczyło gościom na stworzenie sobie dobrych sytuacji do zdobycia przynajmniej gola kontaktowego.












