Wisła Kraków zremisowała bezbramkowo z Lechem Poznań. Z tego wyniku bardziej zadowoleni powinni być goście, którzy spotkanie kończyli w dziesiątkę po bezmyślnej czerwonej kartce Mateusza Możdżenia.
Rywalizacja Wisły z Lechem, jak zawsze przy okazji takich meczów, lansowana była na miarę hitu kolejki, jednak spotkanie zdecydowanie bardziej przypominało pojedynek szóstej z dziewiątą drużyną ligi. Obie ekipy udowodniły, iż znajdują się w trudnym okresie przejściowym i na razie nie można wymagać od nich polotu trwającego dłużej niż kilka sekund.

Mecz mógł idealnie ułożyć się dla przyjezdnych z Poznania. Już w pierwszej minucie gry stworzyli sobie sytuację z gatunku tych, których marnowanie nie przystoi dobrym zawodnikom. Tym razem jednak Mateusz Możdżeń nie poradził sobie z nagłym darem i nie potrafił odpowiednio przymierzyć głową.
Chwilę później ładnie na prawym skrzydle dryblował Ivica Iliew, mijając dwóch defensorów rywali, jednak dośrodkowanie Serba pozostawiało wiele do życzenia. Właśnie poza tego typu rodzynkami spotkanie przerodziło się w typowy mecz walki, toczony głównie w środku pola. Sporo w tym zasługi graczy Wisły, którzy koncertowo marnowali rzuty wolne z całkiem niezłych odległości, dośrodkowując albo zdecydowanie za nisko (Nunez), albo za wysoko (Kirm).
W 24. minucie bardzo niepewną interwencją popisał się Krzysztof Kotorowski. Po wydawało się niegroźnym uderzeniu Gervasio Nuneza odbił piłkę przed siebie, lecz szybko naprawił swój błąd, łapiąc futbolówkę.
Kolejna akcja warta wspomnienia wydarzyła się dopiero jedenaście minut później, co dobrze oddaje tamten fragment gry. Wtedy to po dość przypadkowych odbiciach piłki przez defensorów Wisły dopadł do niej Artiom Rudniew, jednak jego instynktowny strzał z woleja trafił jedynie w boczną siatkę.
Tuż przed przerwą swoją okazję miał ponownie Możdzeń, jednak po raz kolejny nie zdołał wpisać się na listę strzelców dzięki dobrej interwencji Sergieja Pareiki.
Warto wspomnieć o 54. minucie meczu, gdy kibice oklaskami oddali hołd zmarłemu Włodzimierzowi Smolarkowi. Bardzo dobra inicjatywa, która ma być obecna na wszystkich stadionach w tej kolejce.
Od 64. minuty do grona głupków sezonu można dopisać Mateusza Możdzenia, który w całkowicie bezsensowny sposób skompletował dwie żółte kartki składające się na czerwoną. Pierwszą otrzymał jeszcze w pierwszej połowie za dyskusje z sędzią, drugą za pozbawiony wszelkiej logiki faul na Łukaszu Gargule, gdyż akcja toczyła się daleko od bramki Lecha.
Chwilę później podopieczni Michała Probierza szybko mogli skorzystać z osłabienia rywali. Po rzucie wolny egzekwowanym przez wspomnianego wyżej Gargułę piłka skozłowała tuż przed bramkarzem „Kolejorza”, lecz Krzysztof Kotorowski popisał się kapitalną interwencją i uchronił swój zespół przed stratą bramki.











