W 12. kolejce ekstraklasy Wisła zremisowała u siebie z Termalicą 0:0. „Biała Gwiazda” stworzyła sobie bardzo dużo okazji bramkowych, ale kompletnie brakowało jej skuteczności. Zawodnicy marnowali stuprocentowe sytuacje i ostatecznie musieli zadowolić się tylko jednym punktem. Na murawie w trakcie spotkania pojawił się także nieoczekiwany gość.
W Krakowie piękna pogoda zachęcała do wybrania się na mecz, ale spotkanie przy Reymonta mogło rozczarować. Obie drużyny stworzyły festiwal niewykorzystanych sytuacji. Wisła dominowała nad rywalem, ale kompletnie nie mogła przełożyć swojej gry na bramki. W pierwszej połowie najlepszą okazję wiślacy stworzyli sobie w 14. minucie, ale stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Maciej Jankowski, który z bliskiej odległości oddał strzał wprost w bramkarza gości.
Termalice najlepszą okazję stworzył za to… Radosław Cierzniak. Bramkarz Wisły pod koniec pierwszej połowy podał piłkę wprost pod nogi zawodnika Termaliki. Ten odegrał ją do Juhara, ale jego strzał w ostatniej chwili wybił Arkadiusz Głowacki i uratował gospodarzy od utraty gola.
Po przerwie gra Wisły zaczęła wyglądać trochę lepiej, ponieważ piłka w końcu zaczęła chociaż trafiać w światło bramki. Prawdziwy ostrzał rywala „Biała Gwiazda” urządziła na kwadrans przed zakończeniem spotkania. Wisła stworzyła kilka bardzo groźnych akcji, ale w każdej z nich dobrymi interwencjami popisywał się Sebastian Nowak. W drugiej połowie drugą stuprocentową okazję w tym spotkaniu zmarnował Maciej Jankowski.
Termalica nie przyglądała się jednak bezczynnie poczynaniom Wisły. Najpierw dobry strzał Drozdowicza wybronił Cierzniak, a kilka sekund po tej akcji „Białą Gwiazdę” od utraty gola uratował tylko słupek. Pod koniec meczu doszło także do nietypowej sytuacji, bo na boisko wtargnął jeden z kibiców Wisły. Zabawił się z bezradnymi stewardami, po czym uciekł z powrotem na trybuny.
Dla Termaliki mecz przy Reymonta był już czwartym remisem z rzędu. Wisła za to podzieliła się punktami już siódmy raz w tym sezonie.











