W pierwszym meczu rundy wiosennej przy Reymonta 22 Wisła Kraków zremisowała z Pogonią Szczecin 1:1. „Biała Gwiazda” zdobyła tym samym swoje pierwszy punkty w tej rundzie. Dla podopiecznych Jana Kociana był to natomiast drugi remis z rzędu z wyżej ustawionym w tabeli rywalem.
Do meczu z Pogonią Wisła Kraków podchodziła z bardzo dobrym bilansem. Szczecinianie od września 2012 roku nie są bowiem w stanie wygrać z „Białą Gwiazdą”. Podopieczni Smudy fatalnie rozpoczęli rundę wiosenną meczem z Lechią Gdańsk, ale przy Reymonta scenariusz z ostatniego spotkania miał się nie powtórzyć (wiślacy nie oddali wtedy ani jednego celnego strzału). W meczu z Pogonią pierwszy raz Wisła zagrała w tym sezonie bez Dariusza Dudki, którego miejsce zajął Rafał Boguski. Pauzującego za kartki Gargułę zastąpił natomiast Mariusz Stępiński.
Od pierwszych minut Wisła zaczęła grę bardzo wysoko ustawiona Nie przynosiło im to jednak zamierzonych rezultatów. Początkowo to Pogoń częściej była pod bramką „Białej Gwiazdy”, która znowu często traciła piłkę w środkowej części boiska.
Pomimo słabej postawy to wiślacy wyszli jednak na prowadzenie. Z pierwszym celnym strzałem gospodarzy nie poradził sobie bramkarz Janukiewicz i od 24. minuty mieliśmy wynik 1:0. Po dobrym dośrodkowaniu Burligi piłkę do siatki rywala posłał Paweł Brożek. Dla napastnika Wisły był to już 109. ligowy gol dla „Białej Gwiazdy” (11. w tym sezonie).
Kibice wiślaków, których w tym meczu zjawiło się niewiele ponad dziewięć tysięcy, długo jednak z prowadzenia cieszyć się nie mogli, bo tuż przed pierwszym gwizdkiem rzut karny po faulu Urygi na Danielaku wywalczyli sobie goście. Jedenastkę pewnie wykorzystał Marcin Robak i do przerwy przy Reymonta mieliśmy już remis 1:1.
W grze obu drużyn dało się zauważyć przede wszystkim dużo chaotycznej gry, zwłaszcza w obronie. Wiele akcji stwarzanych było raczej z przypadku niż z jakiejś przemyślanej gry. W drugiej połowie Franciszek Smuda zdjął słabo spisującego się w tym meczu Stępińskiego, a później Boguskiego. Ich miejsca zastąpił niesforny duet Guerrier-Sarki. Panowie oczywiście parę razy zdążyli się rozpędzić na skrzydłach, ale efektów bramkowych to nie przyniosło.
Obie ekipy, a zwłaszcza Wisła, w drugiej połowie miały też jednak kilka stuprocentowych sytuacji. Okazji sam na sam nie wykorzystał jednak ani Kamess, który w bezsensowny sposób stracił piłkę już w polu karnym, ani Paweł Brożek, który za długo zwlekał z oddaniem strzału. Kilka bardzo dobrych okazji po stronie Wisły zmarnował też Donald Guerrier. Pomocnik aż trzykrotnie oddawał strzały, po których większość widziała już piłkę w siatce, ale ta wciąż mijała się z bramką rywala albo minimalnie mijając słupki rywala, albo odbijając się od obrońców.











