Wisła Kraków przegrała już drugi mecz z rzędu – tym razem z Ruchem Chorzów 0:1 – i spadła na 5. miejsce w tabeli ekstraklasy. Czy to był ostatni mecz Macieja Skorży w roli szkoleniowca Białej Gwiazdy? – To pytanie nie do mnie – mówi Tomas Jirsak. Reszta piłkarzy Białej Gwiazdy również nie chce się wypowiadać w tej sprawie.
Przed sezonem w Krakowie raczej mało kto liczył na awans do Ligi Mistrzów, bo z zapowiadanych jeszcze zimą wielkich transferów wyszły nici. Celem więc była gra w fazie grupowej Pucharu UEFA, ale i to Wiśle się nie udało, bowiem w I rundzie ponad siły piłkarzy z Krakowa okazał się Tottenham Hotspur, który przed dwumeczem z Wisłą nie potrafił odnieść zwycięstwa w Premiership. Już wtedy grunt zaczął się palić pod nogami Macieja Skorży, ale rekompensatą za niepowodzenia w PU miała być obrona tytułu mistrza Polski. Tymczasem Wisła przegrała w tym sezonie już cztery razy (w zeszłym zaledwie raz), w tym z rywalami o prymat, a więc z Lechem Poznań (1:4 u siebie) i z Legią Warszawa (1:2 na wyjeździe). Paweł Brożek i spółka odpadli już również z Pucharu Ekstraklasy, chociaż grupę mieli bardzo łatwą (Cracovia, Piast Gliwice i Śląsk Wrocław). W zeszłym tygodniu Wisła przegrała ze Śląskiem, teraz lepszy okazał się Ruch. Czy lada moment Skorża faktycznie otrzyma od władz klubu wilczy bilet?
– Nie dostałem od zarządu żadnego ultimatum, jak sugerowały niektóre media, że muszę wygrać dwa ostatnie w tym roku mecze, inaczej wylatuję z pracy – mówi szkoleniowiec mistrzów Polski. Teraz najważniejszy jest spokój, bo tylko tak można powrócić na ścieżkę zwycięstw. W meczu z Ruchem Wisła musiała sobie radzić bez kontuzjowanego Arkadiusza Głowackiego (wróci do treningów dopiero w styczniu) oraz zawieszonych za czerwone kartki Marcina Baszczyńskiego i Radosława Sobolewskiego. Brak tych trzech zawodników to jednak żadne usprawiedliwienie porażki Wisły, co zresztą Skorża przyznał na pomeczowej konferencji prasowej. Wiślacy przegrali, bo mimo ogromu doskonałych sytuacji razili nieskutecznością. Ruch miał w zasadzie jedną dobrą okazję, którą zresztą w 78. minucie wykorzystał Michał Pulkowski. – Zagraliśmy dziś „bez zęba” – ocenił na gorąco grę Wisły Mariusz Pawełek. – W najbliższej kolejce musimy się zrehabilitować i wygrać z Odrą, bo w przeciwnym razie przerwa zimowa w Krakowie upłynie pod znakiem nerwów.
Martwią się przy ul. Reymonta, cieszą z kolei przy ul. Kałuży, bo Cracovia odniosła już drugie z rzędu zwycięstwo (2:0 z Jagiellonią Białystok) i przy równoczesnej porażce ŁKS-u Łódź ze Śląskiem Wrocław 0:3 wygrzebała się w końcu ze strefy spadkowej. – To był dla nas mecz o życie, bo w wypadku porażki nasza sytuacja byłaby naprawdę już arcytrudna – przyznał Dariusz Pawlusiński, strzelec dwóch goli. – Na szczęście wygraliśmy i aż żal ściska serce, że przed nami już ostatni mecz w tym roku, bo dopiero teraz zaczęliśmy się rozkręcać. Już nie patrzymy na to, czy gramy ładnie dla oka, czy nie. Na początku sezonu zwracaliśmy na to uwagę, ale teraz ważne są tylko punkty. Zbyt wiele bowiem było spotkań, w których graliśmy naprawdę dobrze, a mimo to przegrywaliśmy.










