Po raz ostatni na ławce trenerskiej po stronie Zagłębia zasiadał Franciszek Smuda, który po tym spotkaniu podpisać miał kontrakt z reprezentacją Polski. Ten mecz Lubinianie zapamiętać mieli na długo, tak jak odchodzący szkoleniowiec, jednak na boisku oglądać mogliśmy niepodważalną dominację Wisły Kraków.
Dzisiejszego wieczoru na Stadionie Ludowym w Sosnowcu nie było ani jednego kibica, a to z powodu fatalnego zachowania widzów na derbowym spotkaniu z Cracovią. Na domiar złego, do kontuzjowanych zawodników Wisły tuż przed meczem dołączył Mariusz Pawełek i Pablo Alvarez.

Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z oczekiwaniami. Od pierwszych minut przewagę mieli zawodnicy „Białej Gwiazdy” i praktycznie przez pierwsze dwadzieścia minut to oni byli na połowie przyjezdnych.
Na pierwszą doskonałą akcję czekaliśmy do 19. minuty, kiedy to po zamieszaniu w polu karnym Rafał Boguski półprzewrotką wpakował piłkę do siatki bezradnego Ptaka. Chwilę później z niewiadomych przyczyn sędzia liniowy wskazał na pozycję spaloną wiślaka, choć wyraźnie przed bramką stał jeszcze jeden defensor Zagłębia. Oczywiście decyzja arbitra jest niezmienna i mimo zasłużonej bramki nadal był remis…
W 33. minucie rzut wolny dla Wisły wykonywał dobrze dysponowany Piotrek Brożek, który fenomenalnie dograł do głowę wbiegającego Marcelo, a ten bez problemu pokonał bramkarza Zagłębia uderzając futbolówkę tak, że jeszcze przed trafieniem do siatki odbiła się ona od poprzeczki.
Tuż przed końcem pierwszej połowy świetną akcją popisał się Brożek, jednak po długim rajdzie piłka minimalnie minęła słupek Ptaka.
Do przerwy było 1:0, a po minie Franciszka Smudy wnioskować można było, że oczekiwał odejścia w nieco lepszym stylu.
Po przerwie kolejnej ręki, tuż przed polem karnym, nie zauważył arbiter spotkania, tym razem w odległości 17 metrów do bramki Cebanu Piotr Brożek wybił piłkę przed siebie.
Trochę agresywnie wyglądał początek drugiej odsłony meczu. W 60. minucie Jop bardzo groźnie zaatakował Kolendowicza, który wychodził na dobrą pozycję, jednak mimo dobrej pozycji do dośrodkowania, Bartczak nie zdołał dobrze dograć.
W drugiej połowie częściej przy piłce piłkarze Zagłębia. W 70. minucie świetną akcją popisał się Błąd, który przedarł się prawą stroną boiska, wbiegł w pole karne, a po jego strzale piłkę złapał Cebanu.
Dziesięć minut przed końcem spotkania kolejna świetna akcja Kolendowicz – Błąd, po świetnym rozegraniu piłki przez pierwszego z duetu przed dobrą szansą stanął Błąd, ale po jego strzale bramkarz Wisły ponownie sparował futbolówkę przed siebie.
Tuż przed ostatnim gwizdkiem gorąco było pod dwiema bramkami, ale druga połowa była znacznie gorszym widowiskiem, więc i tym razem ofensywa zespołów zawiodła i do końca spotkania wynik nie uległ zmianie.











