W ostatnim sobotnim meczu piątej kolejki T-Mobile Ekstraklasy Wisła Kraków pokonała na własnym stadionie Lechię Gdańsk 1:0. Jedyna bramkę w tym spotkaniu zdobył Cwentan Genkow.
Słabo spisująca się na starcie rozgrywek Wisła Kraków podejmowała na własnym stadionie Lechie Gdańsk. Stawka tego spotkania miała być podobno posada szkoleniowca „Białej Gwiazdy” Michała Probierza. Lechia Gdańsk natomiast w obecnych rozgrywkach dobrze radzi sobie w spotkaniach wyjazdowych. Sześć punktów, które „Biało-zieloni” mieli na swoim koncie przed tą kolejką zdobyli właśnie na wyjazdach.

Gdyby nie sytuacja z 17. minuty spotkania o pierwszej połowie moglibyśmy powiedzieć tyle że się po prostu odbyła. Słabe czterdzieści pięć minut w wykonaniu obu zespołów sprawiało, że akcji podbramkowych mieliśmy jak na lekarstwo. Pierwszy strzał w dodatku niecelny Lechia oddała dopiero w 40. minucie za sprawą Machaja. Pomocnik gdańszczan próbował uderzać zza linii pola karnego, jednak piłka minęła bramkę gospodarzy w bezpiecznej odległości. Na więcej w pierwszej części Lechii stać nie było.
Wisła także niewiele pokazała w pierwszej połowie. W 17. minucie jednak udało się gospodarzom zdobyć bramkę. Dobre dośrodkowanie z prawej strony boiska Meliksona na bramkę zamienił Genkow. Napastnik „Białej Gwiazdy” wyprzedził w polu karnym obrońcę gości i wystarczyło, że dołożył nogę do dobrze wrzuconej piłki. Podopiecznym Michała Probierza jakby to trafienie zupełnie wystarczyło. Bowiem do końca pierwszej połowy nie byli w stanie już zagrozić bramce słabo spisującej się Lechii.
Druga połowa niestety nie wyglądał lepiej niż pierwsza. Wisła zadowolona z jedno bramkowego prowadzenia nie stwarzała sobie okazji do zdobycia bramki. Lechia natomiast nie potrafiła znaleźć sposobu na defensywę gospodarzy. „Biało-zieloni”, co prawda w drugiej części spotkania oddali kilka celnych strzałów na bramkę Pareiki, jednak nie były to strzały, które mogły zaskoczyć golkipera gospodarzy.
Groźnie pod bramką Wisły zrobiło się dopiero w doliczonym czasie gry. Dobre dośrodkowanie Janickiego w pole karne na bramkę mógł zamienić Traore. Napastnika gości w ostatniej chwili ubiegł jednak Jaliens. Wisła wygrała to spotkanie właściwie niewielkim nakładem sił. Goście, bowiem wyszli na ten mecz jakby przestraszeni rywala w rezultacie, czego zagrali bardzo słaby mecz. Czy to zwycięstwo uratuje posadę trenera probierza trudno powiedzieć. Bowiem styl, w jakim „Biała Gwiazda” wygrała pozostawia wiele do życzenia.











