Wisła Kraków wyszła z kryzysu! Dowodem tego jest wysokie, trzybramkowe zwycięstwo na trudnym, gdańskim terenie. Ozdobą spotkania była bramka Siwakowa, który trafił do siatki z połowy boiska.
W ostatnich dwóch meczach Wisła nie zdobyła ani punktu, dlatego na Wybrzeże przyjechała bardzo zdeterminowana. Dodatkowo do składu powrócił Genkow, bez którego zupełnie nie funkcjonował atak pozycyjny. W formie był dzisiaj cały ofensywny kwartet „Białej Gwiazdy” na czele ze swoim liderem, Maorem Meliksonem, który po raz kolejny rozgrywał fenomenalne zawody.

W 18. minucie doszło do otwarcia wyniku. Najpierw lewą stroną popędził Małecki. Po przedryblowaniu kilku rywali podał do Meliksona. Izraelczyk efektownie założył przeciwnikowi siatkę, po czym zdecydował się na strzał, który ostatecznie został zablokowany. Trafił wprost pod nogi Genkowa, który dopełnił formalności, posyłając futbolówkę pomiędzy nogami Kapsy. Wraz z rozpoczęciem trzeciego kwadransa byliśmy świadkami podwyższenia rezultatu. Dobrą akcję prawą stroną przeprowadził Melikson. Ofensywny pomocnik Wisły wycofał futbolówkę do Kirma, który pewnym strzałem wykończył akcję.
Piłka zatrzepotała również w siatce Parejki. Gol nie został jednak uznany. Strzał Lukjanovsa z metra próbował poprawić, będący na pozycji spalonej, Traore. Gdyby nie decydował się na finalizację akcji, piłka zapewne i tak znalazłaby drogę do bramki, dlatego reprezentant Burkina Faso może pluć sobie w brodę.
W drugiej połowie Wisła zagrała z inteligencją godną mistrza Polski. Wystrzegała się niepotrzebnych strat, unikała ryzyka, nie stwarzała rywalom okazji do kontrataku. Krakowskiej defensywie błąd przytrafił się tylko raz, kiedy Jaliens zbyt lekko podawał do Parejki, ale ostatecznie estoński bramkarz zdążył do piłki, mimo nacisku Buvala. Francuz błysnął również tuż po wejściu na boisko, ale po jego przewrotce futbolówka wylądowała na trybunach.
Po zmianie stron „Biała Gwiazda” mogła co najmniej trzy razy podwyższyć wynik. Najpierw na czystą pozycję wybiegł Kirm, po czym oddał zbyt mocne uderzenie. Potężnie uderzał także Genkow. Strzał Bułgara wylądował jednak na poprzeczce bezradnego Kapsy. Udało się tylko raz, ale za to jak! Dużą niefrasobliwością wykazał się Deleu, tracąc piłkę, będąc ostatnim zawodnikiem swojego zespołu. Na bramkę rywala momentalnie pognał Siwakow, ale szybko zrezygnował z rajdu. Zobaczył bowiem źle ustawionego bramkarza Lechii i popisał się kapitalnym uderzeniem z połowy boiska. Futbolówka przelobowała golkipera, a Białorusin stał się zdobywcą jednej z najładniejszych bramek w tym sezonie!











