W 27. kolejce Wisła Kraków podejmowała u siebie Górnik Zabrze. Wygrany mecz zapewniłby „Białej Gwieździe” spokojny byt w pierwszej ósemce TME, ale podopieczni Moskala kompletnie nie stanęli na wysokości zadania. Spotkanie ostatecznie zakończyło się remisem 1:1, a gra obu zespołów pozostawiała wiele do życzenia.
Wisła podeszła do tego meczu mocno osłabiona. Na boisku zabrakło pauzujących za kartki Burligi i Stilicia. Dla tego drugiego był to pierwszy opuszczony w tym sezonie mecz. „Biała Gwiazda” musiała więc radzić sobie bez jednego z najważniejszych zawodników w linii pomocy. Na środku obrony zagrał też pierwszy raz w tym sezonie od początku spotkania młodziutki Piotr Żemło. Przed meczem z Górnikiem obrońca miał na swoim koncie dwie rozegrane minuty w tym sezonie ekstraklasy. Większość kibiców pamięta go ogólnie raczej z bardziej niechlubnych dokonań.
https://twitter.com/cwiakala/status/586597695827095552
Dla podopiecznych Kazimierza Moskala to spotkanie zaczęło się jednak bardzo dobrze. Już w 5. minucie gry Donald Guerrier ładnie przymierzył na bramkę rywala i posłał piłkę do siatki. W dalszej części spotkania o grze „Białej Gwiazdy” nie mogliśmy jednak już powiedzieć niczego dobrego. Wisła była bardzo niepewna w obronie i kompletnie nie potrafiła wyprowadzać ataku ze środkowej części boiska. Po pierwszej połowie podopieczni Moskala mieli 33% posiadania piłki.
Górnik swojej przewagi w posiadaniu nie potrafił jednak kompletnie wykorzystać. Po pierwszych 45 minutach goście oddali zaledwie dwa celne strzały do bramki Buchalika. Najgroźniejszą okazję miał Roman Grendel, po którego strzale piłka odbiła się od słupka.
Taka postawa gospodarzy zbyt dobrych efektów na dłuższą metę przynieść nie mogła. Pasywny styl gry odbił się na Wiśle już na początku drugiej połowy spotkania. Ładnym strzałem zza „szesnastki” popisał się Roman Grendel, ale tym razem piłka po jego strzale wpadła do bramki. Dla samego piłkarza był to pierwszy strzelony gol w T-Mobile Ekstraklasie.
Po doprowadzeniu do remisu Wisła zaczęła w końcu śmielej atakować bramkę rywala. Górnik też jednak stwarzał sobie swoje sytuacje. Najciekawszym momentem tego meczu był czas od 69. do 70. minuty. Dokładnie w trzy minuty oba zespoły zmarnowały w sumie trzy stuprocentowe sytuacje. Najpierw okazji sam na sam nie wykorzystał Donald Guerrier, później z czystej pozycji fatalnie uderzył piłkę Boguski, a sekundy po nim rywalizację jeden na jednego z bramkarzem Wisły przegrał Robert Jeż.











