W pierwszym spotkaniu 1/8 finału Pucharu Polski Wisła Kraków pokonała Wartę Poznań 1:0. Rozstrzygającą bramkę strzelił Cwetan Genkow, dobijając obroniony rzut karny wykonywany przez Maora Meliksona.
Wisła wyszła, wydaję się, w najmocniejszym składzie, jaki mógł wystawić trener Probierz. Świadczy to o tym, że krakowianie bardzo poważnie podchodzą do rozgrywek Pucharu Polski. Gospodarze natomiast, nie mając nic do stracenia, liczyli, że uda im się sprawić niespodziankę i wyeliminować utytułowanego rywala.

Mecz rozgrywany na kameralnym obiekcie Warty zaczął się bardzo spokojnie. Żadna drużyna nie forsowała tempa. Wiślacy spokojnie rozgrywali piłkę, a goście przyjmowali ich na własnej połowie. I to właśnie piłkarze Warty stworzyli pierwszą groźną sytuację w tym spotkaniu. W 8. minucie Tomasz Magdziarz wpadł z prawego skrzydła w pole karne i płasko dośrodkował. Futbolówkę zdołał wybić na rzut rożny Bunoza. Chwilę później mocny strzał z dystansu oddał Jakóbowski, ale debiutujący w wiślackiej bramce Miśkiewicz sparował piłkę do boku, a dobitka Pawłowskiego była mocno niecelna. Pierwszy kwadrans zdecydowanie należał do zespołu z Poznania. W 14. minucie po dośrodkowaniu Wojciecha Trochima niebezpiecznie zrobiło się pod wiślacką bramką. Stoperzy Wisły zdołali jednak wybić piłkę na rzut rożny. Zawodnicy ze stolicy Wielkopolski wyglądali na bardziej zdeterminowanych.
Ataki wiślaków były wyjątkowo chaotyczne i niedokładne. Dośrodkowania krakowskich pomocników lądowały albo w rękach Lisa, albo tam, gdzie nie było żadnego z klubowych kolegów. Jednakże akcja gości z 22. minuty mogła się podobać. Lewym skrzydłem przedarł się Frederiksen, dośrodkował w pole karne, gdzie piłkę przejął Szewczyk. Młody napastnik Wisły opanowywał futbolówkę na tyle długo, że z interwencją zdążyli obrońcy Warty. W 24. minucie w polu karnym Warty mieliśmy trochę zapasów. W próbującego złapać piłkę Lisa wpadł Sikorski i wytrącił mu ją z dłoni. Gracze zwarli się w uścisku i po chwili obaj przewrócili się na murawę. Sędzia odgwizdał jednak przewinienie napastnika Wisły.
Po okresie bardzo nudnej gry w 33. minucie kolejną dobrą okazję stworzyli warciarze. Zamieszanie w polu karnym Miśkiewicza zakończył sędzia, który dopatrzył się przewinienia zawodnika Warty. Dobrze w pierwszej połowie prezentował się Wojciech Trochim. Piłkarz, przypominający z wyglądu pana egzekwującego spłatę długów, co chwila przedzierał się przez obrońców krakowskiej Wisły. I to właśnie Trochim zakończył pierwszą połowę niecelnym strzałem z dystansu.
W bezbramkowej pierwszej połowie lepsze wrażenie sprawiali podopieczni trenera Owczarka. Zupełnie nie było widać różnicy klas pomiędzy drużynami. Wiślacy natomiast nie pokazali niczego, co mogłoby im dać awans. Zawodnicy Probierza nie oddali żadnego celnego strzału.












