Wisła Kraków pokonała na własnym stadionie Jagiellonię Białystok 3:1. Duży wpływ na wynik spotkania miał sędzia, który przy stanie 0:1 nie zareagował na ewidentny faul Jaliensa w sytuacji bramkowej.
Jagiellonia o mało nie zaskoczyła Wisły już w pierwszej minucie spotkania. Stratę piłki przez Bunozę błyskawicznie próbował wykorzystać Jan Pawłowski, jednak strzał młodego białostoczanina trafił w ręce Parejki. Chwilę później Gervasio Nunez dośrodkował z rzutu rożnego wprost na głowę Gordana Bunozy, lecz ten posłał piłkę tuż nad bramką. Potem mieliśmy akcję Jagiellonii, po której pachniało rzutem karnym, niebezpieczny strzał Grzyba i uderzenie Jirsaka, po którym wyciągnięty jak struna Tomasz Ptak jakimś cudem zdołał wybić piłkę. Pierwsze 15 minut pokazało, że ten mecz może być ozdobą 10. kolejki ekstraklasy.

Z biegiem czasu przewagę optyczną osiągnęła Wisła. Akcji podbramkowych jednak nie oglądaliśmy. Niespodziewanie to Jagiellonia po jednym zrywie mogła wyjść na prowadzenie. Seria dośrodkowań kończyła się próbą strzału Skerli, jednak uderzenia Litwina za każdym razem były blokowane. Mocno zaiskrzyło dopiero w 34. minucie. Tomasz Kupisz został zaatakowany w polu karnym przez Gordana Bunozę. Interwencja Bośniaka nie była czysta, co zauważyli niemal wszyscy fani na stadionie, jednak sędzia nie dostrzegł tego wydarzenia, nie przerywając gry gwizdkiem.
Piłkarze nie dawali fanom odpocząć od piłkarskich fajerwerków. W ostatnich minutach pierwszej połowy w doskonałej sytuacji znaleźli się Nunez i Norambuena, lecz obaj pokazali, że skuteczność nie jest ich mocną stroną.
W drugiej połowie odważniejsi w ofensywie byli białostoczanie. Ich akcje nie były może niezwykle widowiskowe, ale można było gołym okiem wychwycić, że to właśnie im tego dnia bardziej zależy na zwycięstwie. W końcu w 58. minucie marzenia o prowadzeniu się spełniły, a autorem trafienia okazał się Jan Pawłowski. 19-latek otrzymał świetne podanie od Kupisza i strzałem w długi róg nie dał większych szans Parejce na udaną interwencję. Wygląda na to, że młody snajper uważnie obserwuje na treningach Tomasza Frankowskiego. Jak się okazało chwilę później, Pawłowski opuścił boisko, a zastąpił go nikt inny jak wspomniany „Franek”.
Wisła przegrywała, a więc musiała ruszyć do ataku. Kilka minut po stracie bramki na odważną akcję zdecydował się Ivica Iliev i jedynie doskonały instynkt Tomasza Ptaka uratował gości przed utratą gola. „Biała Gwiazda” wciąż atakowała, ale tak naprawdę nie miała pomysłu na sforsowanie defensywy Jagiellonii. Wyraźnie dało się odczuć brak Mliksona, który ma na boisku więcej wyobraźni niż cała kadra mistrzów Polski. W pewnym momencie poirytowani kibice zaczęli krzyczeć w kierunku trenera Maaskanta: „ściągnij rodaków, postaw na młodych chłopaków”. Holenderski szkoleniowiec wprowadził jednak Genkowa i Gargułę. Okazało się, że ta decyzja była słuszna, bo Wisła zdobyła bramkę wyrównującą. Dośrodkowanie w pole karne trafiło na głowę Davida Bitona, ten ni to strzelał, ni podawał, po prostu posłał ją w kierunku bramki, tam futbolówkę zaatakował Jaliens, który przytrzymał bramkarza, nie pozwalając mu na interwencję. Piłka w siatce, gol uznany, poważny błąd sędziego nie podlega żadnej dyskusji.











