Wisła rozbita we Wrocławiu


17 maja 2013 Wisła rozbita we Wrocławiu

Koncertowy mecz tria Mila – Ćwielong – Gikiewicz daje Śląskowi okazałe zwycięstwo nad krakowską Wisłą 3:0. „Biała Gwiazda” bez błysku, a ekipa trenera Levy'ego wraca do gry o puchary.


Udostępnij na Udostępnij na

Łukasz Gikiewicz korzystał z podań kolegów
Łukasz Gikiewicz korzystał z podań kolegów (fot. Rafał Rusek /iGol.pl)

Drugi z piątkowych spotkań 27. kolejki TME rozpoczął się z wysokiego C. Ledwo minęło 60 sekund, a tutaj akcja dwóch blondynów – Mili i Patejuka – zakończyła się golem tego drugiego. Najpierw były gracz Podbeskidzia odebrał piłkę w środku pola, oddał ją kapitanowi Śląska, który w swoim stylu wypuścił skrzydłowego Śląska na wolne pole, a ten mocnym strzałem w krótki róg nie dał szans Miśkiewiczowi. Później mecz nie opiewał w fajerwerki, ale z pewnością nie był nudny. Dopiero w 26. minucie pięknym wolejem popisał się Ćwielong, jednak zabrakło nieco więcej precyzji w tym zgrabnym uderzeniu. Wiśle brakowało tego, czym imponowała w meczu z Koroną, czyli ducha walki, zaangażowania w grę na 120%. Poza strzałem Sarkiego i główce Sikorskiego nie pokazała nic, co warto byłoby obejrzeć.

Tuż przed przerwą Śląsk ukłuł po raz drugi. I to w jakim stylu! Ćwielong do Mili, Mila do Ćwielonga, Ćwielong jeszcze raz do Mili, ten z kolei dogrywa na piąty metr, tam jest Gikiewicz, który strzałem z prawej nogi wykańcza cudowną akcję wrocławian. Gospodarze grali lepiej, potrafili wykorzystać słabsze momenty rywala i nie pozwolili sobie na chwile dekoncentracji. W efekcie schodząc na przerwę, prowadzili dwoma bramkami. Najjaśniejszym punktem wrocławian oczywiście Sebastian Mila, do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić.

Piotr Ćwielong asystował przy dwóch golach Gikiewicza
Piotr Ćwielong asystował przy dwóch golach Gikiewicza (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)

Druga połowa, 55. minuta i mamy małe deja vu. Znów w akcji to samo trio – Mila cudownie do Ćwielonga, ten z pomocą Chaveza dogrywa na pole karne do Gikiewicza, który precyzyjnie z kilku metrów pakuje piłkę pod poprzeczkę bramki Wisły. Nie dało się zrobić tego lepiej. „Biała Gwiazda” obudziła się dopiero po kwadransie drugiej części gry za sprawą potężnego uderzenie Kosowskiego z 25 metrów, ale na posterunku był Gikiewicz. Tak samo był w 75. minucie, gdy podanie wprowadzonego wcześniej Genkowa znów kończył „Kosa”, ale jego plasowany strzał doskonale bronił golkiper gospodarzy.

Do końca nie zobaczyliśmy już bramek i mecz skończył się wynikiem ustalonym dziesięć minut po przerwie. Zabójcza gra ofensywna Śląska, a szczególnie tria Mila – Ćwielong – Gikiewicz z wspomagającym Patejukiem. Wiśle brakowało… wszystkiego. Na początku głupi błąd w ustawieniu i przegrywała już w 2. minucie, później nie potrafiła stworzyć sobie sytuacji, więc dostała drugiego gwoździa tuż przed przerwą. Jednak cóż zrobić, gdy najbardziej wybieganym i najgroźniejszym zawodnikiem „Białej Gwiazdy” jest niemal 36-letni Kosowski?

Komentarze
~mundry (gość) - 13 lat temu

wisla skisla

Najnowsze