Blamaż „Białej Gwiazdy”. Dwa spotkania, dwie porażki – taki bilans spotkań mają zawodnicy Wisły Kraków po zimowej przerwie. Po porażce z PGE GKS-em Bełchatów można było mówić o wpadce, ale nie teraz, wiślacy grali bez wiary, werwy, a przede wszystkim bez pomysłu.

W bardzo zimny wieczór wszyscy na stadionie Hutnika w Krakowie nie było ani jednego kibica. Tuż przed pierwszym gwizdkiem spiker poprosił o gorący doping dla swoich zespołów, w czym wyczuć można było nieco ironii. Co do wydarzeń boiskowych – obie ekipy stawiły się na boisku w optymalnych ustawieniach.
Od pierwszych minut trwała zacięta walka w środku pola, jednak to wiślacy częściej znajdowali się w dogodniejszych sytuacjach do strzelenia bramki. Pierwszą okazję piłkarze „Białej Gwiazdy” mieli w 4. minucie, kiedy to Kirm podał do Brożka, ten mógł strzelać, ale zdecydował się wycofać do Boguskiego, który koszmarnie skiksował. Chwilę później Andraż Kirm główkował tuż obok słupka.
Problemy Wisły zaczęły się dosyć szybko, bowiem już w 10. minucie podopieczni Macieja Skorży rozpoczęli okres chaotycznej gry. Kwadrans po pierwszym gwizdku sędziego fatalne zachowanie Pawełka! Pobawił się piłką na skraju pola karnego, stracił ją na korzyść Tshibamby, który próbował lobem umieścić piłkę w pustej bramce Wisły. Chyba lepiej by było, jakby zdecydował się na rozegranie piłki…
Wisła dogodną sytuację stworzyła w 22. minucie meczu, kiedy po podaniu Pawła Brożka Diaz miał doskonałą okazję na strzał z 17 metrów, jednak piłka minęła bramkę. W 35. minucie wiślacy popełnili kolejny karygodny błąd, tym razem nie popisał się Marcelo, który stracił piłkę przed polem karnym, gdzie czaił się już Tshibamba. Co prawda bramkarz krakowian pierwszy strzał sparował w bok, ale przy drugim nie miał żadnych szans.
Do połowy mieliśmy sensację na krakowskim stadionie Hutnika! Wisła Kraków – Arka Gdynia 0:1 .
Mistrz kraju do drugiej odsłony podszedł z innym nastawieniem, znacznie ofensywniejszym, grał z tupetem, niemalże nieprzerwanie prowadził ataki pozycyjne. Jednak jego siła z minuty na minutę słabła, co już w 54. minucie zakończyć mogło się dwubramkowym prowadzeniem Arki. Po ładnym podaniu z lewej strony boiska Marcelo nie zdążył przeciąć piłki, a Trytko przerzucił ją kilka centymetrów nad poprzeczką Pawełka.
20 minut później nie popisał się Christow, który w sytuacji sam na sam z siatką… nie trafił. Po zgraniu Głowackiego przez całą długość bramki Bułgar nie trafił z dwóch metrów.
Do końca spotkania co prawda podopieczni Macieja Skorży konstruowali sporo ataków, ale były one nieprzemyślane i nieskuteczne. Gdy już udało im się dotrzeć pod pole karne Witkowskiego, to najczęściej piłka mijała jego bramkę. Na koniec swoich sił próbował jeszcze Paweł Brożek, ale z kilku metrów trafił w golkipera Arki.











