Słaba forma Wisły Kraków z ostatnich sparingów znalazła odzwierciedlenie również w Ekstraklasie. Krakowianie przegrali z GKS-em Bełchatów będąc w przekroju całego spotkania słabszą drużyną.
Od pierwszej minuty w barwach krakowskiej drużny grał nowy napastnik, Georgi Hristov, bo Paweł Brożek doznał kontuzji podczas rozgrzewki. Spotkanie rozpoczęło się od bardzo mocnego uderzenia ze strony gospodarzy, bo już w drugiej minucie GKS objął prowadzenie. Bardzo dobrą wrzutkę Małkowskiego wykorzystał Nowak, który skierował piłkę głową do bramki, obok interweniującego Pawełka. Był to trzeci gol tego napastnika GKS-u w tym sezonie. Nie najlepiej w tej sytuacji zachował się Głowacki, który zgubił krycie. W 15. minucie na strzał zdecydował się Pablo Alvarez, ale nie wyszło mu to najlepiej. Piłka przeleciała około dwóch metrów od słupka. W 22. minucie tylko zimnej krwi zabrakło Tosikowi, który zamiast przyjmować piłkę po wrzutce, strzelił obok.

Piłkarz GKS-u był niepilnowany na piątym metrze od bramki. Chwilę później Małkowski i Tosik znaleźli się w polu karnym Wisły, ale obaj przeszkodzili sobie w oddaniu strzału. Trafić do bramki próbował Wróbel, ale spudłował. Patrząc na grę defensywną Wisły, kibicom przypominały się zapewne sparingi, w których krakowianie tracili po trzy gole. GKS konsekwentnie realizował założenia taktyczne nakreślone przed spotkaniem przez Rafała Ulatowskiego. W 26. minucie Sobolewski bardzo brzydko sfaulował Małkowskiego, za co ten próbował go kopnąć.Obaj piłkarze dostali po żółtej kartce. Trzy minuty później błąd popełnił Pawełek. Wybiegł z pola karnego, żeby zabrać piłkę przed Wróblem, ale tak ją wybił, że trafiła wprost do Tosika, który zdecydował się na strzał. Na szczęście dla Wisły został zablokowany przez Jirsaka. Gdyby nie Czech, mogło być 2:0.
W 37. minucie Wróbel podawał do Małkowskiego, ten został trochę wyrzucony na bok, ale dośrodkował piłkę wzdłuż bramki. Piotr Brożek klatką piersiową odegrał ją do Pawełka. Gdyby nie był czujny, to mógłby to być „samobój”. Do końca tej części meczu wynik już się nie zmienił i piłkarz GKS-u schodzili do szatni przy prowadzeniu 1:0. W pierwszej połowie podopieczni Ulatowskiego grali bardzo dobrze, świetnie wypełniali założenia taktyczne i doskonale się ustawiali na boisku. Nie można tego samego powiedzieć o Wiśle, która zagrała dość bezbarwnie. Zawodnicy Skorży nie wychodzili na pozycję, niewidoczny był Jirsak i Hristov. Jedynym piłkarzem, którego można było pochwalić, był Marcelo.












