Sytuacja w Gdańsku do ciekawych nie należy, ale piłkarze są od grania w piłkę. Lechia i Cracovia okazały się równymi sobie przeciwnikami, jednak górą okazali się gospodarze. Lechia wygrała z Cracovią 1:0.
Spotkanie zwaśnionych drużyn Lechii i Cracovii zapowiadało się ciekawie. Na wstępie zaznaczę – jeżeli ktoś ma na myśli kontekst ostatnich chaotycznych dni w klubie z Gdańska, to odsyłam do tego tekstu, który niejako wyjaśnia bałagan w Gdańsku.
Mecz rozpoczął się od ofensywy gospodarzy. Widoczne zaangażowanie szybko zaprocentowało, bo już w 5 minucie spotkania bramkę zdobył Maciej Makuszewski – kilka niezłych podań i akcja zakończona golem. Lepszego początku „Biało-Zieloni” wymarzyć sobie nie mogli. Przez pierwszy kwadrans groźnie atakowali bramkę „Pasów”, ale bezskutecznie. Cracovia, która w ekstraklasie wyróżnia się ciekawym zestawieniem taktycznym z trzema obrońcami, skupiła się na defensywie – niekiedy tylko oddając strzały na bramkę Lechii.
W pierwszej połowie w drużynie Cracovii ciężko było doszukać się pozytywów w grze. Wydawało się, że Lechia nad wszystkim panuje. Tak było, ale ucierpiało na tym widowisko – zwłaszcza końcówka pierwszej odsłony była nudna i nieciekawa. Drużyna z Krakowa w tym sezonie może pochwalić się dobrą skutecznością w grze głową. Cztery bramki na 11 zostały zdobyte właśnie tą częścią ciała. W Gdańsku widać było, że są groźni w tym elemencie, ale na przeszkodzie stanął im bezbłędny w bramce Mateusz Bąk. Albo strzały po prostu skutecznie mijały jego bramkę. Inaczej wyglądała gra Krzysztofa Pilarza, który miał problemy ze złapaniem futbolówki, którą niejednokrotnie wypluwał przed siebie. W kilku sytuacjach cudem nie skończyło się to tragicznie dla podopiecznych Podolińskiego.
Drugie 45 minut ponownie lepiej zaczęli gospodarze, którzy mając wynik po swojej stronie czuli się dużo pewniej. Dzisiejsze spotkanie jest pierwszym meczem na PGE Arenie trenera „Biało-Zielonych” Tomasza Untona, który gromkimi oklaskami został powitany na stadionie Lechii. Z poważnymi ocenami jego pracy na miejscu pierwszego trenera trzeba jeszcze trochę poczekać, ale niewątpliwie zmiana przyniosła dobre efekty. Kibice zgromadzeni na PGE Arenie jasno dali do zrozumienia, że Tomasz Hajto mile widziany w Gdańsku nie jest. Ciężko o lepszy argument.
Ciekawych akcji było jak na lekarstwo. Pod koniec do głosu doszli piłkarze Podolińskiego, ale nie do końca wiedzieli, jak strzelić bramkę Lechii. Mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla gospodarzy. Lechia pomściła Wisłę Kraków, tym samym wygrywając kolejny mecz z rzędu.











