Wisła Płock zacumowała w złym porcie! Śląsk Wrocław ją zwyciężył


Wisła Płock (niedawny lider ekstraklasy) została sprowadzona na ziemię. Śląsk Wrocław przerwał jej zwycięski szlak

4 listopada 2019 Wisła Płock zacumowała w złym porcie! Śląsk Wrocław ją zwyciężył
Łukasz Laskowski / PressFocus

Przed początkiem obecnego sezonu raczej nikt się nie spodziewał, że pałeczka ligowego lidera wyląduje najpierw w rękach Śląska Wrocław, a później Wisły Płock. Totalna abstrakcja! Ekstraklasa zgotowała na przestrzeni minionych kolejek taki bulion, że dzisiaj niepokonany na własnym stadionie (od 193 dni) Śląsk Wrocław podjął niezmiennie wygrywającą od sześciu spotkań ekipę Radosława Sobolewskiego. Bulion zachęcał zapachem i sposobem podania, ale jak smakował? Cóż, płocczanie go raczej nie polubili.


Udostępnij na Udostępnij na

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że obecność obu klubów w gronie najlepszej ligowej ósemki należy raczej do obrazków, które z trudem kodowane są przez przeciętnego fana ekstraklasy. Mimo to nie można nie przyznać, że ta obecność wśród piłkarskiej elity jest całkowicie zasłużona i uczciwie wypracowana. I cóż, trudno w tym meczu było cokolwiek wyrokować, ponieważ oba zespoły miały w zanadrzu serie, które czekały albo na przełamanie, albo kontynuację. Jak się okazało, nie dość, że Śląsk Wrocław zatrzymał w garści kontynuację, to jeszcze w bolesny dla rywala sposób przełamał jego serię zwycięstw.

Najważniejsza jest dla nas nasza postawa – to, jak będziemy grać jako Śląsk. Analizujemy jednak grę przeciwnika, zarówno pod kątem zespołowym, jak i indywidualnie oraz stałe fragmenty. Ale skupiamy się przede wszystkim na sobie.Vitezslav Lavicka (trener Śląska Wrocław)

Obecny reprezentant Polski z asystą, były z golem

Od samego początku spotkania można było doskonale zauważyć, kto chce prowadzić grę, a kto czekać za podwójną gardą na potknięcie rywala. Gospodarze raz po raz serwowali kolejne pomysły na dostanie się pod bramkę Jakuba Wrąbla, natomiast przyjezdni na tyle próbowali zbliżyć się pod pole karne Śląska, żeby móc wykorzystać swoją najgroźniejszą broń – Dominika Furmana (czyt. stały fragment gry).

Do 15. minuty spotkania Matus Putnocky nie miał nawet połowy okazji, w której mógłby się poważnie wykazać, a jego koledzy wciąż wyprowadzali zakusy pod pole karne rywala aż do skutku! Co ważne, DO SKUTKU, który objawił się po niespodziewanym strzale (ala Grzegorz Krychowiak) Krzysztofa Mączyńskiego zza pola karnego. Płaskie uderzenie, w kierunku dalszego słupka, poza zasięgiem golkipera. I fakt, swój nieodzowny udział w tej sytuacji miały szczęście (co zdradził swoim zdziwieniem choćby sam kapitan WKS-u) i Dominik Furman (który wybił futbolówkę pod nogi „Mąki”), jednak – jak to mówią –  kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Były reprezentant Polski akurat po tym meczu będzie mógł go zasmakować, bo strzelił pierwszego gola w tym sezonie.

Warto dodać, że gdy po murawie biega kapitan wrocławian, cały zespół funkcjonuje zdecydowanie lepiej (poniżej wykres sprzed meczu z Rakowem Częstochowa).

iGol.pl

Wisła Płock tylko z jednym zębem, a Śląsk Wrocław bez zahamowań

Patrząc na przebieg meczu, sprawiedliwym stwierdzeniem byłoby to, że gospodarze mieli zdecydowanie więcej do zaoferowania w fazie ofensywnej. Zarówno podczas ataków skrzydłami, jak i desantu na środek pola płocczan, a niekiedy nawet podczas stałych fragmentów gry. Na liczbę tych ostatnich nie mogła z kolei narzekać Wisła Płock, która ewidentnie miała plan na mecz pt. „dajmy się sfaulować, Furman stworzy okazję bramkową z rzutu wolnego”. Nie, to oczywiście nie wypalało i z czasem stało się po prostu zbyt czytelne.

Między 15. a 42. minutą działo się właściwie niewiele… aż do kapitalnej akcji WKS-u na prawym skrzydle rodem z treningów (dosłownie, ten schemat rozegrania piłkarze Vitezslava Lavicki ćwiczyli na zajęciach). Zagrania z pierwszej piłki, dośrodkowanie po ziemi w kierunku „krótkiego słupka” i gol. Kogo? Najlepszego obcokrajowca w historii Śląska, czyli Roberta Picha, który zanotował już PIĄTE trafienie w obecnym sezonie ekstraklasy (pięć goli, dwie asysty).

Decydujący dla losów spotkania cios zadał Michał Chrapek, wykorzystując ogromny błąd byłego bramkarza Śląska Wrocław w 61. minucie meczu. W końcowej fazie spotkania do głosu doszli „Nafciarze”, co poskutkowało trafieniem (tym razem Dominik Furman asystował właściwemu piłkarzowi – Damianowi Michalskiemu, który strzelił trzeciego gola w tej kampanii), ale to nie wpłynęło znacząco na przebieg widowiska.

Kontrola niemal absolutna, twierdza wciąż niepokonana

Śląsk Wrocław prezentował się dzisiaj bardzo dobrze jako monolit (lepiej niż w meczu z Arką, szczególnie pod kątem mądrych zagrań na boisku), ale na pewno nie można powiedzieć, że był on bez słabych punktów. Bo niestety, lecz kolejne przeciętne zawody rozegrał Przemysław Płacheta, który od kilku kolejek nie może złapać fali wznoszącej. Co więcej, od 24 sierpnia młodzieżowy reprezentant Polski czeka na bezpośredni udział przy bramce Śląska, a to rzuca dodatkowy, nieprzychylny cień na jego boiskowe poczynania.

Poza tym do żadnego piłkarza większych zarzutów Vitezslav Lavicka mieć nie może. W przeciwieństwie do Radosława Sobolewskiego, który zapewne zgani swoich podopiecznych przede wszystkim za brak odwagi i nijakość. Wisła Płock nie przypominała zespołu sprzed ostatnich tygodni, a jeśli już coś przypominała, to statek, który po wypłynięciu na morze zacumował w niewłaściwym porcie. Porcie, w którym płocczanie poczuli się na tyle nieswojo, że prędko z własnej woli raczej tam nie wrócą. Twierdza Śląska Wrocław wciąż zostaje niezdobyta od 193 dni i dłużej! Aż do meczu z Wisłą Kraków (24 listopada).

 

Ciekawostka: Piotr Samiec-Talar otrzymał prezent z okazji 18. urodzin w postaci wejścia na boisko! (10 minut gry)

http://slaskwroclaw.pl/strona/

Vitezslav Lavicka

 

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski