Pogoda w Płocku dzisiaj nie sprzyjała. Było zimno i wiał przenikliwy wiatr. Odczuli to również piłkarze tamtejszej Wisły oraz poznańskiego Lecha, którzy zaprezentowali nam mocno przeciętne widowisko. Lepszy w nim okazał się zespół „Kolejorza”. Bramki dla podopiecznych Dariusza Żurawia zdobywali Tymoteusz Puchacz oraz Christian Gytkjaer.Wisła Płock w tym sezonie ze stadionu im. Kazimierza Górskiego stworzyła swego rodzaju twierdzę. Podopieczni Radosława Sobolewskiego przed własną publicznością zdobyli już bowiem siedemnaście punktów. W dzisiejszej rywalizacji z poznańskim Lechem dorobku tego nie udało się powiększyć.
Przed rozpoczęciem meczu trener Sobolewski przekonywał, że defensywa jest kluczem do sukcesu. Ta w drużynie „Nafciarzy” dotychczas sprawowała się bardzo dobrze. Jednak, jak wiadomo, każdy popełnia błędy. Ten przydarzył się obrońcom z Płocka już po blisko 30 minutach gry. Skrupulatnie został on wykorzystany przez „Kolejorza”, którego na prowadzenie wysunął młodzieżowiec, Tymoteusz Puchacz.
Wisła później próbowała jeszcze powrócić do tego meczu, lecz nie była w stanie stworzyć większego zagrożenia w polu karnym rywala. Ten wyczekał doliczonego czasu gry i wyprowadził zabójczą kontrę, którą na gola pewnie zamienił Christian Gytkjaer.
Nieudany rewanż
Po raz pierwszy w trwającej kampanii oba zespoły skrzyżowały rękawice już w drugiej kolejce. Areną bitwy był wówczas stadion przy ulicy Bułgarskiej. Przed pierwszym gwizdkiem arbitra mało kto spodziewał się tego, co piłkarzy Wisły Płock czekało na boisku.
„Nafciarze” rozegrali bardzo przeciętne zawody, co skrupulatnie wykorzystała drużyna gospodarzy. Ostatecznie Lech zapakował rywalom aż cztery bramki, co odbiło się szerokim echem w polskich mediach. Od tamtego czasu jednak bardzo wiele się zmieniło.
Wisła zdążyła pożegnać się z Leszkiem Ojrzyńskim, którego wyniki zwyczajnie nie przekonywały. Jego miejsce na ławce trenerskiej zajął niedoświadczony Radosław Sobolewski. Były reprezentant Polski dość szybko odmienił grę zespołu, który wreszcie zaczął grać konsekwentnie w defensywie i regularnie zdobywać punkty. Zwyżka formy w pewnym momencie doprowadziła „Nafciarzy” nawet na fotel lidera.
Nieco inaczej wyglądała jesienna przygoda w Poznaniu. „Kolejorz” mimo dobrego początku sezonu dość szybko popadł w stare problemy. Piłkarze ściągnięci latem zawodzili, defensywa przeciekała, a styl gry był bardzo nijaki. Włodarze klubu zdecydowali się dać czas Dariuszowi Żurawiowi, by ten wyciągnął Lecha z dołka.











