W Krakowie Wisła zmierzyła się z Lechią Gdańsk. W pierwszej połowie niewątpliwie przeważali goście. Jakże jednak zaskoczeni musieli być kibice przebiegiem drugiej odsłony starcia. Można rzec, że Wisła znokautowała w niej Lechię. Piłkarze stworzyli wielkie widowisko pełne emocji.
W pierwszych minutach spotkania inicjatywę przejęli gospodarze. Podopieczni Roberto Maaskanta od początku starali się wykreować dobre sytuacje ku strzeleniu bramki. Obrońcy gości na ile mogli, na tyle starali się powstrzymać starającą się Wisłę. Zresztą szybko im się to udało. Wcześniej jednak, po siedmiu minutach gry, pierwszy strzał oddał Małecki. Piłka przeleciała wysoko nad poprzeczką. Po tej akcji z odpowiedzią ruszyła Lechia. Paweł Nowak zdołał wykorzystać zamieszanie w polu karnym rywala i wywalczył rzut rożny. Prawdziwy powód do radości podopieczni Tomasza Katarskiego mieli co prawda dopiero chwilę później, bo w 11. minucie. Krzysztof Bąk w doskonały sposób wykorzystał dośrodkowanie Traore i dał prowadzenie gdańszczanom.

Drugi kwadrans okazał się być fatalny w wykonaniu krakowskiej Wisły. Lechia na boisku praktycznie robiła, co chciała. Spotkało się to z zażenowaniem ze strony kibiców gospodarzy. W polu karnym Wisły często dochodziło do sporego zamieszania, w wyniku którego goście mieli sporo szans. Tego wieczoru dobrze dysponowany był Traore, którego dośrodkowania często dochodziły do celu. Nie obyło się także bez niemałej kontrowersji – po około 25 minutach gry sędzia spotkania nie odgwizdał „jedenastki”, mimo że Bunoza pociągnął za koszulkę Krzysztofa Bąka we własnym polu karnym.
Wisła zdołała przełamać ostry napór przeciwnika po pół godzinie gry. Dobra akcja skończyła się świetnym uderzeniem Małeckiego, który płaskim strzałem wyrównał wynik meczu. Być może był to zimny prysznic dla gości, gdyż chwilę później strzał z dystansu oddał Lukjanovs. Mogła z tego być bramka, lecz ostatecznie piłka przeleciała nieco nad poprzeczką. Do przerwy wynik już się nie zmienił, Wisła mogła pluć sobie w brodę, że dopuściła do tylu groźnych sytuacji Lechii.

Zupełnie inne widowisko mogli oglądać kibice w drugiej połowie spotkania. Na murawę wybiegła nowa drużyna, która już po dwóch minutach objęła prowadzenie. Doskonałym strzałem z woleja popisał się Radosław Sobolewski. Kapsa nie mógł nic poradzić na uderzenie zawodnika Wisły. Druga odsłona zrobiła się zatem równie emocjonująca, jak pierwsza. Widowisko trochę przyćmiła kontuzja obrońcy gości. Wołąkiewicz musiał opuścić boisko i zastąpił go Marcin Kaczmarek.












