Po fantastycznym meczu na Suchych Stawach Wisła Kraków pewnie pokonuje ekipę z Gdańska. Henryk Kasperczak zaliczył udany powrót do Ekstraklasy, a w sercach kibiców odżyły nadzieje na obronę tytułu.

Kiedy w 2004 roku Henryk Kasperczak, skłócony z Bogusławem Cupiałem, opuszczał Wisłę Kraków, nikt z pewnością nie powiedziałby, że po niespełna sześciu latach ponownie zawita na Wawelu.
Kiedy pięć dni temu ogłoszono, iż nowym szkoleniowcem „Białej Gwiazdy” został „Henri”, znów odżyły nadzieje na to, iż Wisła może obronić mistrzostwo kraju oraz, co najważniejsze, po wielu latach polska drużyna może awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów.
Sensacja stała się faktem i następcą Macieja Skorży został ceniony w kraju i na świecie Henryk Kasperczak. W pierwszym meczu rozgrywanym przeciwko Lechii Gdańsk ekipa prowadzona przez trenera Kasperczaka znów nie strzeliła gola, jednak zdaniem wielu ekspertów, było widać promyk nadziei w grze krakowian.
Kilka dni po meczu o Puchar Polski ponownie te dwie ekipy stanęły naprzeciw siebie, jednak z dwiema zasadniczymi różnicami. Po pierwsze, był to z pewnością mecz ważniejszy dla Wisły, ponieważ chodziło przecież o mistrzostwo Polski. Po drugie, spotkanie było rozgrywane w Małopolsce, jednak nie na stadionie Wisły, lecz Hutnika – Suche Stawy.
Początek spotkania nie wróżył zmian w grze wawelskiego klubu, napastnikom brakowało, jak wcześniej, zdecydowania przy oddawaniu strzałów oraz przede wszystkim wiary w siebie samych. Obie ekipy wymieniały atak za atakiem, jednak to goście lepiej operowali piłką i stwarzali groźniejsze sytuacje.
Już w 5. minucie meczu mogło być 0:1 dla gości, jednak Zabłockiemu zabrakło zimnej krwi przy oddawaniu strzału na bramkę Pawełka. Po tej sytuacji Wisła oddaliła trochę grę od swojego pola karnego, jednak nadal zdarzały się sytuacje bramkowe dla podopiecznych Tomasza Kafarskiego.
Cała pierwsza połowa przeminęła pod znakiem gry w środku boiska, jednak kibice, podobnie jak sami zawodnicy, nadal mieli nadzieję na upragnionego gola w drugiej odsłonie meczu.
W drugiej połowie Wisła wyraźnie wzięła się do pracy, jednak gola wciąż nie było. Zmianę w wyniku przyniosła dopiero 65. minuta spotkania, Marcelo po wspaniałym dośrodkowaniu w pole karne Patryka Małeckiego, wbija piłkę do bramki i tym samym otwiera nam wynik meczu. Jest to pierwszy gol Wisły Kraków w rundzie wiosennej, a tym samym gol strzelony po 392 minutach gry bez trafienia.
Ta bramka dobrze wpłynęła na zawodników z Małopolski, od tego momentu wyraźnie gra zaczęła im się lepiej układać i coraz śmielej zapędzali się w pole karne rywala. Z kolei Lechia przez kilka kolejnych minut nie mogła się odnaleźć na boisku, jednak w ostatnich dziesięciu minutach spotkania ponownie dała o sobie przypomnieć Pawełkowi.











