To nie było wybitne spotkanie. Pogoń Szczecin zremisowała u siebie z Wisłą Kraków. Bramki jednak nie padły.

Od pierwszych minut zdecydowanie przeważała Pogoń, a Wisła ograniczyła się do wyprowadzania kontrataków. Po jednym z nich całkiem nieźle z dystansu strzelił Nalepa, ale nie trafił w bramkę. Gospodarze pierwszą dobrą sytuację stworzyli sobie w 10. minucie. Akahoshi wyłożył piłkę Rogalskiemu, lecz ten źle uderzył i piłka minęła słupek. Kolejne minuty upłynęły na nieustannym naporze zawodników Pogoni, ale przebijali się najczęściej tylko do 16. metra. Ładnie ze skrzydła w pole karne wbiegł Murayama, lecz jego strzał obronił Miśkiewicz. Również kolejne akcje najczęściej były przeprowadzane skrzydłami, ale wszystkie wrzutki padały łupem obrońców Wisły albo wychodziły poza boisko. Kolejne minuty to była istna kopanina w środku pola i nie działo się niemal nic. Do końca pierwszej połowy jedynym ciekawym momentem był groźny strzał Robaka z narożnika pola karnego, jednak został dobrze obroniony przez Miśkiewicza.
Jeśli ktoś liczył na więcej emocji w drugiej połowie, to się rozczarował. Dalej byliśmy świadkami typowej polskiej kopaniny, w której najciekawszym wydarzeniem był dobry, ale niecelny strzał z dystansu Robaka. W 65. minucie doczekaliśmy się pierwszego celnego uderzenia w tej części meczu, ale znowu z dystansu. Tym razem próbował Rogalski, jednak ponownie dobrze interweniował Miśkiewicz. Z minuty na minutę rozkręcała się Wisła i coraz mocniej naciskała gospodarzy. Groźnie było po podaniu Brożka do Małeckiego, który wbiegł w pole karne, ale uderzył w kierunku krótszego słupka, gdzie był dobrze ustawiony Janukiewicz. W końcówce meczu świetną sytuację zmarnowała Pogoń, kiedy po kontrze trzech na dwóch Robak uderzył w Głowackiego. Do ostatniego gwizdka sędziego już nic się nie wydarzyło i bardzo słaby mecz w Szczecinie zakończył się bezbramkowym remisem.











