Po ostatnim weekendzie wszyscy fani piłkarscy w Krakowie niezależnie od wybranego obiektu kibicowskich westchnień są usatysfakcjonowani. Zarówno zespół z ul.Kałuży, jak i klub z Reymonta mogą dopisać sobie trzy punkty do ligowej tabeli. Z większym zdziwieniem przyjęto zwycięstwo Wisły nad aktualnym mistrzem kraju, poznańskim Lechem. Co prawda „Kolejorz” znajduje się w dołku , ale i tak rezultat może robić wrażenie. Czy jest to pierwsza „jaskółka” zapowiadająca pomyślny sezon wbrew zapowiedziom ekspertów, czy też może miły akcent na początku kolejnych rozczarowujących rozgrywek dla kibiców „Białej Gwiazdy”?
W obliczu kiepskiej sytuacji finansowej Wisły drużyna w obecnym sezonie musi dać z siebie wszystko. Ewentualne dobre występy i wysoka frekwencja zapewnią jakikolwiek przypływ środków, a być może zachęcą jakiegoś potencjalnego nabywcę klubu. Trener i kierownictwo krakowskiego klubu starali się jak mogli, aby zespół utrzymał potencjał kadrowy. Brak Semira Stilicia postanowiono zrekompensować nabyciem czterech zawodników grających w środku pola: Tomasza Cywki, Denisa Popovicia, Rafaella Crivellaro i Krzysztofa Mączyńskiego. Tylko dwaj ostatni wyróżnili się na tle piłkarzy Wisły. Crivellaro dysponuje znakomitymi podaniami i potrafi strzelać z dystansu (nawet na pustą bramkę). Nie gra w stylu Bośniaka, a i tak jest jedną z najmocniejszych kandydatur na pozycję ofensywnego pomocnika.

Natomiast Mączyńskiego przedstawiać w Krakowie nie trzeba. Chłopak stąd, wyważony pomiędzy defensywą a ofensywą, waleczny. Etatowy reprezentant Polski. Szybko zdobył na nowo sympatię kibiców. Nie da się tego zrobić lepiej, niż strzelając bramkę w derbach. Co do Tomasza Cywki, to w mojej opinii musi przyzwyczaić się do trochę mniej siłowego futbolu niż w Championship i większej swobody w poczynaniach ofensywnych. Przy nim znacząco może rozwinąć się Alan Uryga (zresztą chwalony za mecz z Lechem). O Denisie Popoviciu po dotychczasowych meczach jeszcze wiele osób nie ma wyrobionego zdania. Nie jest tak widoczny na boisku jak Stilić i należy do typu „pracusiów”. Ciekawe, jak zaaklimatyzuje się w Krakowie.
Środek pola w ekipie „Białej Gwiazdy” wydaje się wręcz przepełniony. Sześciu zawodników (oprócz wymienionych wcześniej piłkarzy jeszcze Rafał Boguski, ale o nim za moment) przy tylko czwórce ogranych skrzydłowych i napastniku. Przy takim potencjale personalnym Wisła mogłaby rozważyć grę systemem 3-6-1 rodem z ul. Roosevelta w Zabrzu. Taka taktyka wymagałaby ponownego przemianowania Macieja Sadloka na stopera i wielkiego zaangażowania zawodników skrzydłowych, jak Boban Jović, Donald Guerrier lub ostatnio bardzo dobry Łukasz Burliga. Ale przede wszystkim wymagałaby skuteczności…













