W spotkaniu 28. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Wisła Kraków rozgromiła Jagiellonię 5:1. Podopiecznym Dariusza Wdowczyka wychodziło dzisiejszego wieczora absolutnie wszystko, jednak mieli ułatwione zadanie, ponieważ niemal przez cały mecz grali w przewadze jednego zawodnika. Spotkanie od początku zapowiadało się jako typowy mecz walki. Wisła po wykaraskaniu się ze strefy spadkowej musiała dalej walczyć o swój byt, natomiast goście z Białegostoku potrzebowali zwycięstwa, jeżeli chcieli myśleć o zakończeniu sezonu w górnej ósemce. Trener Dariusz Wdowczyk kontynuował grę z Wolskim i Popoviciem w środku pola, który dał trzy punkty w starciu z Termaliką.
Mecz ustawiła już w siódmej minucie czerwona kartka dla Igorsa Tarasovsa. Vasiliev zaliczył stratę w środku pola, Boguski urwał się Łotyszowi, a ten próbował ratować się wślizgiem, jednak zamiast w piłkę trafił w nogi zawodnika „Białej Gwiazdy” i nie dał sędziemu Raczkowskiemu innej możliwości niż wyrzucenie go z boiska. Pierwszą naprawdę groźną sytuację wiślacy stworzyli sobie w 22. minucie meczu, kiedy strzał Głowackiego zmierzający w okienko obronił Drągowski. Młody bramkarz nie miał jednak nic do powiedzenia przy strzale Macieja Sadloka, który minutę po uderzeniu Głowackiego wyprowadził „Białą Gwiazdę” na prowadzenie.
Chwilę później podopieczni Wdowczyka powinni prowadzić już 2:0, ale dobrą sytuację stworzoną po koronkowej akcji zmarnował Ondrasek. Nie trzeba było długo czekać, a kolejnym groźnym uderzeniem postraszył Rafał Boguski. Z każdą minutą Wisła łapała wiatr w żagle i swego dopięła w 32. minucie, kiedy na 2:0 podwyższył Paweł Brożek. Swoją dominację wiślacy potwierdzili jeszcze przed końcem pierwszych trzech kwadransów. Na skrzydle zamieszał Patryk Małecki, dograł w pole karne, a o ile z pierwszym strzałem Drągowski sobie poradził, o tyle przy dobitce Brożka mógł już tylko wyciągnąć futbolówkę z siatki.
Do szatni podopieczni Probierza schodzili kompletnie przybici za sprawą gola, którego autorem był rozgrywający bardzo dobre spotkanie Rafał Wolski. Co ciekawe, sprowadzony zimą na Reymonta pomocnik piłkę do siatki skierował głową.
Wisła w drugiej połowie nie zamierzała spoczywać na laurach. Od pierwszych minut piłkarze „Białej Gwiazdy” chcieli wynagrodzić swoim kibicom ostatnie chude miesiące i w 55. minucie mogli prowadzić już 5:0, ale strzał Guzmicsa wylądował na poprzeczce. W grze Wisły funkcjonowało dzisiejszego wieczora dosłownie wszystko. Świetną decyzją Wdowczyka było odsunięcie od gry w podstawowej jedenastce, ponieważ współpraca na linii Wolski – Popovic układała się wzorowo. Nieźle radził sobie też Brlek, który zmienił jeszcze w pierwszej części gry kontuzjowanego Ondraska.











