Wisła Kraków po raz kolejny odskoczyła swoim rywalom, dzięki wygranej z PGE GKS-em Bełchatów. Cezary Wilk uważa, że w grze „Białej Gwiazdy” widoczne są jeszcze mankamenty.
– Nasza gra jest jeszcze daleka od ideału. Najlepiej świadczy o tym fakt, że nawet przy tak głośnym dopingu doskonale było słychać trenera i jego głośne podpowiedzi – mówił na gorąco reprezentant Polski.
25-letni pomocnik w drugim meczu z rzędu wpisał się na listę strzelców. Z poprzedniego trafienia nie może być jednak zadowolony, gdyż… okazał się katem własnego zespołu.
– Faktycznie, tym razem udało mi się trafić do właściwej bramki. Miałem bardzo dużo szczęścia, bo bramkarz Bełchatowa praktycznie wrzucił mi piłkę pod nogi. Także moja zasługa była w tym niewielka – komentował Wilk.
W następnej kolejce wiślacy pojadą do Wrocławia, gdzie zmierzą się z miejscowym Śląskiem. Zwycięstwo przy Oporowskiej będzie niezwykle trudnym zadaniem, gdyż pod wodzą Oresta Lenczyka drużyna ta nie przegrała jeszcze ani jednego spotkania.
– Serie meczów bez porażki czy bez zwycięstwa to dobry temat głównie dla dziennikarzy. My się tym nie zajmujemy. Czy ten Śląsk przegrał pięć spotkań z rzędu czy wygrał, do każdego spotkania musimy podejść tak samo. Liga jest w tym momencie na tyle spłaszczona, że z każdym można stracić punkty – dodał Wilk.










