W niedzielnym meczu Korony Kielce z Wisłą Kraków, decydująca bramka padła w ostatniej minucie spotkania. Jej niefortunnym strzelcem okazał się były piłkarz Korony, a obecnie Wisły Kraków, Cezary Wilk, który skierował piłkę do własnej bramki.
Nie jesteście chyba zadowoleni z końcowego rezultatu?
Zgadza się. Przyjechaliśmy tutaj po trzy punkty i myślę, że od początku spotkania było to widać. Później wkradło się troszeczkę nerwowości do naszej gry, fatalna końcówka i mój ewidentny błąd – bramka samobójcza. Biorę na siebie winę za wywiezienie z Kielc tylko jednego punktu.
Wydawało się, że już nic w odniesieniu zwycięstwa wam przeszkodzić nie może, ale Korona grająca z determinacją do samego końca pokazała, że jest to możliwe…
Nic dodać, nic ująć. Wydawało się, że mecz jest pod naszą kontrolą, ale, tak jak już wcześniej mówiłem, w końcówce straciliśmy panowanie nad boiskowymi wydarzeniami. Zadecydował mój błąd po strzale Vukovicia, gol na 2:2 i mamy remis.
Ale bramkarz chyba prosił Cię, abyś stanął dokładnie w tym miejscu?
Tak, Sergiej poprosił mnie, abym chwilę przed uderzeniem „Vuko” cofnął się kilka kroków i spróbował wybić tę piłkę. Wszystko byłoby okej, gdyby piłka po moim uderzeniu nie wpadła do bramki.
Koledzy mówią, że to był szalony mecz. Jak to Twoim zdaniem wyglądało, z perspektywy ławki i boiska?
Mecz rzeczywiście był otwarty, obie drużyny chciały strzelać bramki, za wszelką cenę wygrać. Także szczególnie w drugiej połowie można było nazwać to spotkanie szalonym.
Miałeś udział przy bramce z ostatniej minuty, ale chwilę wcześniej miałeś też dobrą okazję, żeby strzelić gola na 3:1…
Miałem, ale niestety jej nie wykorzystałem, chociaż myślę, że ta bramka samobójcza w doliczonym czasie gry zadecydowała o takim, a nie innym wyniku.










