Już w czwartek Wisła Kraków meczem z Odense rozpocznie swoją przygodę z Ligą Europejską. Na ten oraz inne tematy, rozmawialiśmy z pomocnikiem „Białej Gwiazdy”, Cezarym Wilkiem.
Na początku, chciałbym serdecznie pogratulować zwycięstwa w meczu wyjazdowym z Lechem Poznań. Czy może Pan opowiedzieć nam, co pozwoliło Wam wygrać na tak trudnym terenie?
Myślę, że Wisła rozegrała dobre spotkanie i to była podstawa do tego, że mogliśmy się wspólnie cieszyć w szatni. Przede wszystkim bardzo fajnie zagraliśmy w ofensywie, dużo ciekawych akcji w szybkim tempie. Myślę, że to był klucz do zwycięstwa.

Wcześniej „Biała Gwiazda” nie radziła sobie aż tak dobrze na krajowym podwórku. Remisy z Widzewem i Koroną, a także porażka na własnym stadionie z Lechią z pewnością nie są powodem do dumy.
Rzeczywiście, ale myślę, że nie ma się już co nad tymi słabszymi występami rozwodzić. Za nami jest jeden z najlepszych meczów, jaki nam się przytrafił w tym sezonie i trzeba z niego czerpać jak najwięcej korzyści. Przede wszystkim wzrosła pewność siebie w zespole i to jest bardzo ważne. O tych słabszych występach już wszyscy zapomnieliśmy.
Zostawmy jednak ligę, przejdźmy do rozgrywek o wiele ważniejszych, jakimi z pewnością jest Liga Mistrzów. Dlaczego, mimo zaliczki z pierwszego meczu, nie udało Wam się awansować do fazy grupowej?
W dwumeczu z APOEL-em Nikozja okazaliśmy się słabsi. Wiele razy to podkreślaliśmy i tu nie ma po co szukać winy. Po prostu byliśmy słabszym zespołem. Ale mimo to, zabrakło nam naprawdę niewiele. Dosłownie kilka minut i wszyscy byśmy się cieszyli. Myślę, że nie ma już co do tego wracać, to już dawno za nami. Teraz przed nami mecze Ligi Europejskiej.
Sam może Pan być, przynajmniej częściowo, zadowolony z tych eliminacji. Strzelił Pan bramkę w końcówce spotkania z Liteksem Łowecz, a w Nikozji to Pana gol dał kibicom kilka chwil nadziei na Champions League w Krakowie.
Rzeczywiście, fakty się zgadzają, natomiast jeśli odpada się z walki o Ligę Mistrzów, to myślę, że żaden zawodnik nie ma prawa się cieszyć. Podobnie było ze mną. Tych eliminacji Ligi Mistrzów nie zapamiętam jako udanych.
Jak ocenia Pan swoją obecną pozycję w składzie Wisły? Sezon rozpoczynał Pan jako podstawowy zawodnik, ale ostatnio zalicza Pan jedynie końcówki spotkań.
W ostatnich meczach rzeczywiście zdarzyło się tak, że byłem zmuszony usiąść na ławce, ale każdy zawodnik w Wiśle Kraków liczy się z tym, że przy jednym bądź dwóch gorszych występach może stracić swoje miejsce w pierwszej jedenastce. Później znowu trzeba czekać na wywalczenie silnej pozycji w zespole. W Wiśle jest duża rywalizacja, w każdym momencie można zyskać lub stracić miejsce w pierwszym składzie. Nie wolno się załamywać, trzeba walczyć o swoje.











