Wiktor Długosz, wahadłowy Rakowa Częstochowa, jest postrzegany jako zawodnik, który pewnego poziomu zwyczajnie nie przeskoczy. Od samej zamiany rodzimej Korony Kielce na zespół trenera Marka Papszuna był uznawany za typowe uprzywilejowane dziecko przepisu o obowiązkowym młodzieżowcu, które odstaje piłkarską jakością od całej reszty. Rzeczywiście, jego rokowania długo pozostawały i pewnie jeszcze wciąż pozostają słabe, ale w drużynie „Medalików” konsekwentnie realizują tę inwestycję.
Młodzieżowy reprezentant Polski przed tym sezonem utracił status gracza U-21 na boiskach ekstraklasy. Boczny pomocnik, mimo skomplikowanej pozycji w kadrze „Czerwono-niebieskich” nie został skreślony. W przeciwieństwie na przykład do Daniela Mikołajewskiego czy Jakuba Apolinarskiego, którzy po przekroczeniu bariery wieku stawali się w składzie RKS-u bezużyteczni. Wiktor Długosz dał argumenty, walczy do samego końca i wcale nie jest powiedziane, że ta walka będzie przez niego przegrana.
Wieczny zadaniowiec
Wśród zalet kielczanina wybija się ta jedna – szybkość. Osiągane przez 23-letniego piłkarza prędkości sprawiają, że jest on wykorzystywany w różnych fazach spotkań, najczęściej bronienia wyniku i nakładania intensywnego pressingu, czyli w końcówkach. Pod względem fizycznym trzecioplanowy element układanki częstochowskiego Rakowa także powoli się rozwija. Od filigranowego chłopaczka, który dawał się każdemu przestawiać przy pierwszym kontakcie, staje się cwanym lisem, wygrywającym coraz większą liczbę pojedynków lub przynajmniej potrafiącym wywalczyć jakąś korzyść dla zespołu.
Ale… umiejętności Wiktora Długosza z piłką prezentują się już dużo gorzej. Nawet jeśli jest w stanie oszukać rywala dryblingiem, to nie zdoła wypracowanej przewagi później wykorzystać. W jego zagraniach jest mało wyrachowania, ma również problemy z decyzyjnością i odwagą. Być może objęcie funkcji pierwszego trenera i jeszcze bliższa współpraca z Dawidem Szwargą pomogą „Długiemu” poczynić progres w aspektach technicznych z jednoczesną analizą sytuacji boiskowej. 32-letni szkoleniowiec jest bowiem jednym z największych specjalistów w kraju w tak zwanym czytaniu gry.
Pojedyńcze przebłyski
Na razie licznik Długosza w Rakowie zatrzymuje się na 53 spotkaniach, w których uzbierał nieco ponad 1500 minut, jednym golu i czterech asystach. Jedyną zdobycz bramkową zapisał w pamiętnym meczu otwierającym zeszły sezon ekstraklasy w Gliwicach, gdzie wywalczył także rzut karny. Nie można zapominać, że jest autorem ostatniego podania przy historycznym, pierwszym golu klubu w europejskich pucharach, podczas dogrywki w meczu rewanżowym z Rubinem Kazań. W tym sezonie były zawodnik Warty Poznań może się pochwalić dograniem przy trafieniu Bartosza Nowaka z Wisłą Płock oraz świetnie wykonanym kontratakiem i piękną asystą zewnętrzną częścią buta do Vladislavsa Gutkovskisa przy okazji ostatniej kolejki w starciu z Lechią Gdańsk.











