Mimo słabego występu Chelsea mogła bez problemu wywieźć trzy punkty z DW Stadium. „The Blues” prowadzili po golu Sturridge’a z 59. minuty, ale w jednej z ostatnich akcji meczu piłkę do siatki wbił Jordi Gomez, pozbawiając tym samym londyńczyków czwartego z rzędu zwycięstwa.
Wychodząc na murawę, bramkarz Wigan, Ali Al-Habsi, nie spodziewał się pewnie, że przez pierwsze 45 minut nie będzie miał praktycznie nic do roboty. Napisać, że spotkanie do przerwy było nudne, to nic nie napisać. Najciekawiej było, kiedy operator pokazywał różne świąteczne kreacje kibiców. Naprawdę! Oglądając poczynania piłkarzy obu drużyn, można było zasnąć. Tutaj krytyka należy się przede wszystkim panom z Londynu, bo to, że gospodarzom będzie brakowało piłkarskich argumentów, można było przewidzieć kilka miesięcy temu. „The Blues” natomiast poruszali się po murawie i atakowali w tempie spacerowym, a kolejne wrzutki lądowały na głowach obrońców.

Prawie kwadrans kibice musieli czekać na jakiś strzał. Widząc bezradność swoich kolegów z ataku, zdecydował się na niego… John Terry, ale on nie jest od strzelania goli, tylko od bronienia dostępu do własnej bramki. Mimo wszystko próba Anglika nie była taka zła, ale jednak niecelna. Nieco bliżej celu był chwilę później Oriol Romeu. Al-Habsi nawet dla bezpieczeństwa odbił piłkę na rzut rożny, choć futbolówka i tak przeleciałaby pewnie obok słupka. W odpowiedzi z drugiej strony, oczywiście niecelnie, strzelił Diame. Dopiero w 39. minucie dośrodkowanie w pole karne Meirelesa coś dało, bo Drogbie zachciało się zaatakować piłkę. To był ładny szczupak w wykonaniu napastnika Chelsea, ale po raz kolejny można było go zapisać w rubryce „strzały niecelne”.
120 sekund później mieliśmy kontrowersyjną sytuację w polu karnym przyjezdnych. Moses oddał strzał, a lecącą do bramki piłkę zablokował Ivanović. Ręką. Martin Atkinson nie zdecydował się jednak na podyktowanie rzutu karnego i… wielu może się z nim zgodzić. Powtórki pokazują, że Serb chyba nie chciał zagrać nieprzepisowo, a poza tym futbolówka najpewniej i tak trafiłaby w jego ciało. W ostatnich sekundach można było zobaczyć jeszcze niecelne uderzenie Meirelesa, a chwilę później usłyszeć najmilszy dźwięk w ciągu tej pierwszej połowy – gwizdek oznajmiający przerwę.
Już w przerwie Villas-Boas dał sygnał do ataku poprzez ściągnięcie z boiska Oriola Romeu i zastąpienie go Salomonem Kalou. Pierwsi zaatakowali jednak goście, choć może słowo „zaatakowali” to za dużo. Oddali bowiem trzy strzały w ciągu kilku minut. Pierwszy, w wykonaniu Gomeza, był niecelny. Po drugim Figueroi Petr Cech bez problemu złapał piłkę. Natomiast gdy futbolówkę (w zamyśle pewnie w stronę bramki) kopnął Moses, Chelsea wykonywała… aut. „The Blues” odpowiedzieli ładną akcją przy końcowej linii Kalou, który później wycofał futbolówkę do Drogby, ale „Tito” nie potrafił strzelić celnie.










