W jednym z czterech rozgrywanych dzisiaj meczów w ramach 33. kolejki Premier League zmierzyły się ze sobą drużyny Wigan Athletic i Manchesteru United. Wydawało się, że „Czerwone Diabły” pewnie kroczące po 20. triumf w krajowych rozgrywkach pokonają niżej klasyfikowanych rywali. Nic bardziej mylnego, Wigan sprawiło niemałą niespodziankę i pokonało lidera tabeli 1:0!
Pierwsze spotkanie tych drużyn w obecnym sezonie zakończyło się wysoką wygraną Manchesteru, 5:0. Głównym katem Wigan w tym meczu był Berbatow, który strzelił trzy bramki. Dzisiaj jednak zabrakło Bułgara nawet na ławce rezerwowych. Komplet punktów w dzisiejszym spotkaniu potrzebny był obu drużynom, Manchesterowi do utrzymania przewagi, a Wigan do opuszczenia strefy spadkowej.

Pierwsze minuty tego meczu przebiegły dość niespodziewanie. Chyba nikt nie pomyślałby, że „Czerwone Diabły” będą miały problemy z wyjściem z własnej połowy. Początkowy szturm gospodarzy nie przyniósł jednak żadnych rezultatów. Nerwowy dziś Ferguson raz po raz zrywał się z ławki trenerskiej i pokrzykiwał na swoich zawodników. Wydawało się, że piłkarze United w końcu się przebudzą. Ruszyli do ataku i składną akcję przeprowadzili w 18. minucie. Carrick świetnie zagrał do Giggsa, ten odegrał do kolegów, jednak jego podanie zostało zablokowane i wszystko zakończyło się na rzucie rożnym. Zryw gości nie trwał jednak długo.
W 30. minucie spotkania uszczęśliwieni kibice na DW Stadium podnieśli się ze swoich miejsc. Po rzucie rożnym padł gol dla Wigan. Nie został on jednak uznany, prawdopodobnie z powodu szarpaniny Coldwella z de Geą. Gospodarze nie zamierzali jednak odpuszczać. W ciągu 35 minut gry „Czerwone Diabły” przeprowadziły zaledwie trzy dobre akcje, za to gospodarze cały czas forsowali defensywę rywali, wciąż szukając szansy na otworzenie wyniku. Fani na stadionie nie doczekali się jednak bramek i na przerwę piłkarze schodzili przy remisie 0:0.

Drugą połowę zawodnicy Wigan rozpoczęli znów bardzo odważnie, wysoko ustawiając swoją obronę. Już pięć minut po przerwie gospodarze ponownie objęli prowadzenie. Tym razem już prawidłowo. Pięknym strzałem w róg bramki popisał się Maloney. Po chwili goście odpowiedzieli świetnym strzałem Rooneya, piłka przeszła jednak nad poprzeczką. Akcjom United w dzisiejszym spotkaniu brakowało gracji. Na pół godziny przed końcem podopieczni sir Aleksa nie wychodzili z połowy przeciwnika, ciągle atakowali, niemniej jednak nadal nie było zagrożenia pod bramką Al Habsiego.











