W naszej rodzimej piłce mamy do czynienia z wieloma planami, często chorymi ambicjami właścicieli czy sponsorów, ja za to chciałbym przedstawić ideę, której mocno kibicuję.
Monumentalne plany zwykle powstają albo w chwilach największego sukcesu, albo stanu kryzysowego. Większość takowych idei pada lub nie udaje się ich zrealizować, jednak te, które zostają wprowadzone w życie, stanowią chlubę danego człowieka, miasta czy narodu. Na naszym polskim, piłkarskim poletku mamy do czynienia z sytuacją, w której niebojący się wizjoner zamierza uratować ekstraklasowy byt czerwonej latarni naszej ligi. Chodzi oczywiście o Odrę Wodzisław i Dariusza Kozielskiego. Klub ze stadionu przy ulicy Bogumiłskiej w przerwie zimowej postawił wszystko na jedną kartę, nie licząc się z porażką.
Najdziwniejszy klub Ekstraklasy

Wedle obiegowej opinii Odra Wodzisław to klub z małej mieściny, mającej stadion przypominający kurnik, posiłkujący się jedynie piłkarskimi „odrzutami” z innych zespołów. Jednak dla mnie bynajmniej takie stwierdzenia nie stanowią prawdy. Mimo iż sam Wodzisław nie jest zbyt duży (49 406 mieszkańców, 49,62 km² powierzchni), to warto pamiętać, że należy do Rybnickiego Okręgu Węglowego, który mały na pewno nie jest (659 tys. mieszkańców, 1300 km²). Stadion może i nie jest najwybitniejszym dziełem architektów XXI wieku, ale też ciężko go nazywać wiejskim kurnikiem. 7400 miejsc (3500 siedzących), podgrzewana murawa i oświetlenie 2000 luksów to warunki, na które wiele drużyn pozwolić sobie nie może. Piłkarze różnych drużyn, często czołowych, ze strachem w oczach wyjeżdżali na Górny Śląsk, przed pojedynkiem narzekali na krzywe boisko, toporną grę czy inne, czasem „nadprzyrodzone” zjawiska, równocześnie wyśmiewając graczy Odry. W ostatecznym rozrachunku jednak ustawicznie nie dawali rady pokonać piłkarzy, których prześmiewczo zwali przed meczem „drwalami”. Po spotkaniu oczywiście winny był sędzia, dziura w boisku czy dewaluacja waluty Timoru Wschodniego, która wpłynęła negatywnie na morale graczy. Odra trwa w najlepsze w najwyższej klasie rozgrywkowej nieprzerwanie od sezonu 1996/1997, czym również sporo ekip pochwalić się nie może, ale oczywiście dla wielu ekspertów był to zwyczajny, cosezonowy fuks ogórkowej drużyny bez perspektyw. Warto dodać, że te „ogórki” reprezentowały nasz kraj w europejskich pucharach! Może furory tam nie zrobiły, ale sam fakt, iż przystąpiły do rozgrywek Pucharu UEFA czy Intertoto stanowi wystarczającą nobilitację. Mnie zależy na przetrwaniu Odry w Ekstraklasie, gdyż właśnie takie czarne plamy na piłkarskiej mapie Polski są potrzebne. Przed spotkaniem na stadionie w Wodzisławiu nikt nie mógł być pewny, że zgarnie trzy punkty, niezależnie, czy w role przyjezdnych wcielała się Wisła, Legia czy jakakolwiek inna drużyna, to właśnie takie sensacje, jak zwycięstwa klubu z Górnego Śląska nad wspomnianymi wcześniej legionistami budują piękno futbolu.











