Na zakończenie 15. kolejki we Francji kibice mogli obejrzeć fantastyczne widowisko, w którym wystąpili gracze Olympique Lyon i Paris Saint-Germain. Mecz wyjątkowy, lecz na remis 2:2, z którego nikt nie może być zadowolony.
Mecz nie rozpoczął się od huraganowych ataków którejkolwiek z ekip, ale było obiecująco. Nikt nie oszczędzał sił, a tempo akcji wzrastało z każdą minutą. Pierwszy przewagę wyrobił sobie Lyon, a stało się to po pierwszym kwadransie spotkania. Dogodną sytuację miał brazylijski napastnik, Michel Bastos, który otrzymał bardzo dokładne, wycofujące podanie od Gomisa. Jednak jego strzał końcówkami palców wybił Apoula Edel. Zdecydowana odpowiedź gości nastąpiła w 25. minucie, gdy fantastycznym podaniem otwierającym popisał się Nene, lecz w piłkę nie trafił Giuly. W dużej mierze „pomogło” mu w tym jednak towarzystwo dwóch obrońców. Potem coraz więcej do powiedzenia mieli gospodarze, którzy zdecydowanie prowadzili grę na boisku, a PSG przyczaiło się, by kontrami wykorzystywać błędy rywali. Około 36. minuty ponownie groźny strzał oddał Bastos i ponownie futbolówkę odgrywał mu Gomis, świetnie prezentujący się w grze tyłem do bramki. Uderzenie zewnętrzną częścią stopy o włos minęło słupek bramki paryżan. Tuż przed przerwą oba zespoły miały jeszcze po jednej bardzo dogodnej okazji. Najpierw po rzucie wolnym Nene z bocznego sektora boiska z piłką minął się Camara na długim słupku. Potem goście sami sprokurowali groźną sytuację, źle wyprowadzając piłkę z własnej połowy. Szansę pokonania Edela miał Gomis, ale piłka w niewielkiej odległości minęła spojenie słupka z poprzeczką.

Druga odsłona dosyć szybko przyniosła otwarcie wyniku. W 54. minucie błyskawiczną akcję na jeden kontakt całego zespołu wykończył boczny obrońca, Aly Cissokho. Asystę przy trafieniu zaliczył Szwed, Kim Kallstrom. Od tego momentu zespół z Paryża wyraźnie się pogubił w formacji obronnej i zbyt łatwo pozwalał atakującym „Les Gones” rozgrywać piłkę w „szesnastce”. Pracę domową odrobili gospodarze, którzy podwajali najgroźniejszego z rywali, Nene. Gdy wydawało się, że następne gole podopiecznych Claude’a Puela są kwestią czasu, wyrównujące trafienie zdobył… Nene. Zaczęło się od wyśmienitego podania Makelele za linię obrony, tam piłkę przejął Hoarau, zwiódł na skrzydle obrońcę i silnie zagrał na siódmy metr, gdzie Brazylijczyk tylko przyłożył głowę. Taki rozwój zdarzeń mocno zaniepokoił Olympique Lyon, który za wszelką cenę nie chciał powtórki z Pucharu Ligi, w którym PSG odrobiło stratę gola i wyeliminowało ich po dogrywce. Przed ostatnim kwadransem meczu swoich okazji nie wykorzystali Bastos, Kallstrom i Gomis, bo albo dobrze prezentował się Edel, albo zbyt małe okazały się rozmiary bramki.
Historia jednak lubi się powtarzać. Przyszła minuta 81., a wraz z nią całe nieszczęście gospodarzy. Akcją na jeden kontakt popisali się tym razem paryżanie, a wychodzącego na czystą pozycję Nene sfaulował Cissokho. Czerwona kartka dla Francuza, wykorzystana „jedenastka” przez Hoarau i przyjezdni objęli prowadzenie. Wszystko skończyłoby się dobrze dla paryżan, gdyby nie fatalny błąd Edela. Bramkarz PSG wybił piłkę wprost pod nogi Gomisa, a ten z zimną krwią wykorzystał niespodziewaną sytuację. Jeśli kogoś nie usatysfakcjonowały dotychczasowe emocje, to ostatnie minuty zrekompensowały to z nawiązką. Akcja za akcję i tylko wyjątkowa niemoc napastników, Sessegnona w PSG i Gomisa w OL, spowodowały, iż wynik się nie zmienił. Remis wydaje się być sprawiedliwym rezultatem, lecz zadowalającym tylko nowych liderów Ligue 1, Olympique Marsylia.