W 152. derbach Manchesteru padło aż siedem bramek. Na Old Trafford po bardzo emocjonującym meczu górą byli piłkarze Manchesteru United pokonując zespół Manchesteru City 4:3.
Manchester City w ostatniej kolejce rozprawił się z Arsenalem Londyn 4:2 i jeśli rzeczywiście chce pretendować do tytułu, musiał pokonać rywala zza miedzy. Po słabszym początku sezonu piłkarze sir Alexa Fergusona nabrali właściwego dla siebie tempa i kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa. W drużynie gości zabrakło ich najskuteczniejszego piłkarza Emmanuela Adebayora, który został zawieszony na trzy mecze, za niesportowe zachowanie wobec byłego kolegi – Robina van Persiego.
Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia gospodarzy. Już w drugiej minucie Wayne Rooney wykorzystał zamieszanie w polu karnym gości i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. City nie chciało być dłużne i jak najszybciej chciało wyrównać. Udało się to niecały kwadrans później, gdy w 16. minucie Gareth Barry strzelił na 1:1. Spory udział w bramce miał były piłkarz „Czerwonych Diabłów” Carlos Tevez, który wyłuskał piłkę spod nóg Bena Fostera i wyłożył ją Anglikowi, który nie miał problemu z wpakowaniem ją do pustej bramki. Po tym trafieniu spotkanie mocno się wyrównało, akcje przenosiły się z jednej połowy na drugą. Sporą aktywnością wykazywał się Tevez, Argentyńczyk koniecznie chciał zdobyć bramkę i pokazać Fergusonowi, że jego sprzedaż była błędem. Jednak do końca pierwszych 45. minut wynik nie uległ zmianie.
Podobnie, jak w pierwszej części spotkania, tak w drugiej „Czerwone Diabły” rzuciły się na bramkę rywali. W 49. minucie strzałem głową Darren Fletcher strzelił bramkę na 2:1 dla gospodarzy. Ich radość trwała zaledwie 180 sekund, bo pięknym uderzeniem zza pola karnego popisał się Craig Bellamy, który wyrównał wynik spotkania. Stracona bramka mocno podenerwowała podopiecznych Fergusona, którzy przez dłuższą część meczu nie schodzili z połowy rywali. Jednak ich ataki kończyły się na dobrze dysponowanej parze obrońców „Citizens”, Toure – Lescott. Doskonałe okazje miał Dimitar Berbatov, ale jego główki w świetny sposób bronił bramkarz gości Shey Given. Dopiero w 80. minucie spotkania nieustające ataki United przyniosły skutek. Po raz kolejny wspaniałą główką popisał się Darren Fletcher i jeszcze raz wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Goście jednak nie zamierzali odpuszczać i w 90. minucie spotkania, po indywidualnej akcji Craiga Bellamy’ego, wyrównali. Duży udział w straconej bramce miał Rio Ferdinand, który źle wybił piłkę. Gdy wszyscy myśleli, że mecz zakończy się wynikiem 3:3, w doliczonym czasie gry zwycięstwo Manchesterowi United zapewnił Michael Owen. Menadżer gości Mark Hughes był wyraźnie niezadowolony z sędziego, który jego zdaniem zbyt długo przedłużył drugą połowę. Po tym zwycięstwie „Czerwone Diabły” awansowały na fotel lidera, natomiast „Citizens” zajmują piątą pozycję, ale mają jeszcze jeden mecz do rozegrania.










