Liverpool pokonał Blackburn Rovers na Ewood Park 3:2. Spotkanie miało dramatyczny przebieg, a goście kończyli je w osłabieniu po czerwonej kartce, którą obejrzał bramkarz Doni.
Pierwszy mecz rozegrany na Anfield Road nie przebiegał po myśli podopiecznych Kenny’ego Dalglisha – najpierw bramkę samobójczą zdobył Charlie Adam, ale później Maxi Rodriguez doprowadził do wyrównania. Piłkarze Liverpoolu za wszelką cenę nie chcieli ponownie oddać punktów podopiecznym Steve’a Keane’a.

Spotkanie rozpoczęło się od ataku Blackburn na bramkę Doniego, ale już po kilku chwilach goście zaczęli pokazywać, że tym razem mają zamiar wywalczyć trzy oczka. Nie najlepiej w pierwszych minutach wyglądał młody obrońca Liverpoolu – Jon Flanagan. Jedna z jego głupich strat zakończyła się faulem 19-latka i żółtą kartką dla niego.
W 13. minucie spotkania Liverpool wyszedł na prowadzenie. Długie podanie od Skrtela dotarło do Bellamy’ego, który popędził w stronę bramki Paula Robinsona, a następnie zagrał do Maxiego Rodrigueza. Argentyńczyk bez problemów wykorzystał stuprocentową sytuację, zdobywając swoją trzecią bramkę w tym sezonie. Nie był to jednak koniec jego popisów. Już trzy minuty później Shelvey uderzał na bramkę Blackburn, ale jego strzał zdołał wybić Robinson. Dobitka Andy’ego Carrolla została zablokowana przez dwóch obrońców. Jako trzeci dopadł do piłki właśnie Maxi, który ładnym strzałem zdobył drugiego gola w tym meczu.
Po dwóch bramkach Liverpool uspokoił grę, ale znów wyróżnił się młody Flanagan. Najpierw popisał się kolejnym głupim faulem, za który mógł wylecieć z boiska – sędzia zdecydował się jednak go oszczędzić. Kilka minut później popełnił następny błąd, kiedy zdecydował się na beznadziejne podanie do Doniego. Piłkę przejął Hoilett, który znalazł się twarzą w twarz z golkiperem. Bramkarz „The Reds” usiłował uratować sytuację, ale skończyło się to tylko faulem i… czerwoną kartką dla Brazylijczyka. Przypomnijmy, że czerwony kartonik niedawno obejrzał również Pepe Reina, więc z konieczności w kolejnych meczach będzie musiał grać Bradley Jones. Australijczyk pojawił się na boisku, zastępując fatalnie spisującego się Flanagana.

Trzeci bramkarz Liverpoolu zaliczył niesamowite wejście – zatrzymał uderzającego z odległości 11 metrów Yakubu, aby za chwilę utonąć w uściskach piłkarzy w czerwonych trykotach. Były to jednak tylko miłe złego początki. Po czerwonej kartce Doniego gra przestała się gościom kleić, a w 35. minucie głupie zagranie ręką wykonał Bellamy. Rzut wolny z odległości 18 metrów był znakomitą okazją dla gospodarzy, aby wrócić do gry. I podopieczni Steve’a Keane’a wykorzystali tę szansę w najlepszy możliwy sposób – po dośrodkowaniu w powietrze poszybował Yakubu, który zgubił krycie obrońców i posłał piłkę do bramki obok bezradnego Jonesa.












