W spotkaniu rozpoczynającym 24. kolejkę Bundesligi Schalke Gelsenkirchen podejmowało u siebie lokalnego rywala – Borussię Dortmund. Po wyrównanym meczu podopieczni Feliksa Magatha pokonali drużynę Jürgena Kloppa 2:1. Gole dla gospodarzy zdobyli Benedikt Höwedes i Ivan Rakitić, bramkę dla Borussii strzelił natomiast z rzutu karnego Nuri Sahin.
Pierwszą połowę oba zespoły rozpoczęły zachowawczo. Pierwsza sytuacja należała do Schalke, jednak Kevin Kuranyi strzelił głową ponad bramką. Po drugiej stronie rywali chciał postraszyć Grosskreutz, jednak posłał w stronę Neuera zbyt prostą piłkę. Od tego momentu przeważać zaczęła Borussia, a w 11. minucie miała miejsce pierwsza kontrowersyjna sytuacja. Kuba Błaszczykowski został sfaulowany przez Höwedesa w polu karnym, tuż przed linią końcową boiska. Sędzia uznał jednak, że do przewinienia doszło przed linią pola karnego i podyktował jedynie rzut wolny.
Zarówno gospodarze, jak i goście w dalszym ciągu grali ostrożnie, nie koncentrując się na wyprowadzaniu groźnych ataków. Piłka wędrowała w środku pola, dopóki na strzał nie zdecydował się Marcelo Bordon. Weidenfeller miał problemy z jej obroną, wybił ją na rzut rożny, po którym głową strzelał znowu Bordon. Piłkę tuż sprzed linii wybił jednak Mohamed Zidan. Mimo wszystko lepsze wrażenie sprawiali piłkarze „BVB”, jednak żadna z ich prób nie zakończyła się powodzeniem. Po kilku akcjach gości bliscy objęcia prowadzenia byli piłkarze z Gelsenkirchen, ale strzał Farfana nogami zatrzymał Weidenfeller. Na przerwę drużyny zeszły przy stanie 0:0.
Druga połowa rozpoczęła się od faulu Rakiticia na Valdezie, za który sędzia podyktował rzut karny. Na bramkę zamienił go pewny siebie Nuri Sahin. Od tego momentu gra wreszcie nabrała tempa i obie drużyny wykazywały znacznie większe zaangażowanie. Kuranyi starał się stwarzać zagrożenie pod bramką Borussii, jednak żadna z jego prób nie zakończyła się sukcesem. Wyrównujący gol dla Schalke padł dopiero w 66. minucie, kiedy po wykonanym przez Lukasa Schmitza rzucie wolnym głową strzelał Benedikt Höwedes.
Bramka dodała piłkarzom „Königsblauen” skrzydeł. W jednej z kolejnych akcji ucierpieli dodatkowo bramkarz Borussii i obrońca Hummels. Kuranyi, który walczył o piłkę z biegnącym przed nim rywalem, popchnął go, a ten wpadł na Weidenfellera, który wyszedł z bramki. Obaj na szczęście mogli kontynuować grę. Po przerwie spowodowanej opatrywaniem piłkarzy swoje akcje marnowali zarówno piłkarze gości, jak i gospodarzy. Ani Valdez, ani Kuranyi czy Edu nie potrafili zdobyć bramki. Udało się to dopiero Ivanowi Rakiticiowi. Edu przechwycił piłkę przed polem karnym, wystawił ją koledze z drużyny, a ten idealnym strzałem dał Schalke prowadzenie. Od tego momentu do gry wkradło się mnóstwo nieczystych zagrań, mecz skończył się wreszcie wynikiem 2:1 dla Schalke.
Tomasz Bejnarowicz, szef działu Bundesligi iGol.pl:
Derby Zagłębia Ruhry dostarczyły nam wielkich emocji. Na początku spotkania koszmarny błąd popełnił sędzia Manuel Grafe, który zamiast odgwizdać faul w polu karnym na Jakubie Błaszczykowskim (ciągnięty za koszulkę przez Benedikta Höwedesa) wskazał na rzut wolny zza „szesnastki”. Zespół Jurgena Kloppa po strzeleniu bramki przez Nuri Sahina w 47. minucie niepotrzebnie cofnął się do defensywy, czego efektem o wiele lepsza gra „Königsblauen”. Drużynie gospodarzy udało się zdobyć dwa gole po błędach defensywy „BVB”, a na szczególną krytykę zasłużył Patrick Owomoyela, który był najsłabszym aktorem tego widowiska. Ostatecznie Schalke wygrało ten ważny pojedynek i nadal znajduje się w ścisłej czołówce tabeli, a piłkarze Borussii mogą tylko żałować tej przykrej porażki.








