Arsenal po dramatycznym meczu wygrał z Boltonem na własnym boisku 4:2. Pomimo tego, że w 28. minucie spotkania Bolton niespodziewanie prowadził już dwiema bramkami, Arsenal zdołał się podnieść. W drugim meczu Liverpool zmierzył się z Tottenhamem i zwyciężył 2:0 po dwóch bramkach Dirka Kuyta.
Arsenal – Bolton
W pierwszym środowym spotkaniu Arsenal, zgodnie z oczekiwaniami, wygrał na własnym boisku 4:2. Spotkanie było bardzo emocjonujące, ponieważ od 7. minuty po bramce Garrego Cahilla Bolton wyszedł na prowadzenie. Wszyscy spodziewali się nagłego odwetu Arsenalu, jednak to Bolton nieoczekiwanie strzelił kolejną bramkę. W 28. minucie spotkania bardzo szczęśliwy był Matthew Taylor, bowiem to on wyprowadził swój zespół na bezpieczne, dwubramkowe prowadzenie. No właśnie, czy aby na pewno bezpieczne?
Arsenal atakował. Menedżer londyńczyków, Arsene Wenger, bardzo zdenerwowany kierował poczynaniami zespołu z Emirates. W 44. minucie czeski pomocnik, Thomas Rosicki, dał nadzieję ekipie Arsenalu na zdobycie punktów, ponieważ tuż przed przerwą zdobył kontaktową bramkę. Arsene Wenger w ostrych słowach musiał motywować swój zespół, bowiem po przerwie Arsenal grał niczym zespół niemal doskonały. Najpierw w 52. minucie spotkania wyrównał Cesc Fabregas, a później kolejne trafienia dołożyli Veermaelen oraz Rosjanin Arszawin. Arsenal wygrał zasłużenie, bowiem w przeciągu całego meczu prezentował się dużo lepiej, a sam wynik mógłby zakończyć się nawet dwucyfrową liczbą dla Arsenalu, jeśli ten wykorzystałby swoje sytuacje.
Liverpool – Tottenham
W drugim, a zarazem ostatnim spotkaniu dnia w Premiership, Liverpool pokonał na własnym boisku Tottenham Hotspur. Obie bramki dla graczy z Anfield zdobył Dirk Kuyt. W 6. minucie spotkania zawodnik zdobył bramkę strzałem w dolny róg bramki, zza pola karnego. Dobrym podaniem przy tej akcji popisał się jeden z letnich nabytków Liverpoolu, Alberto Aquliani. Drużyna dowodzona przez Rafę Beniteza grała bardzo ambitnie i zacięcie, co wzbudzało strach w szeregach obrony gości. W 93. minucie spotkania holenderski internacjonał ustalił wynik meczu pewnie wykonując rzut karny. Spotkanie zakończyło się wynikiem 2:0, a Liverpool w końcu zaimponował i pokazał kibicom, że potrafi grać tak, jak choćby sezon temu.










