W to, co wydarzyło się kilkanaście minut temu w meczach mistrzostw Europy 2012, wciąż nie wierzy pewnie ponad połowa piłkarskiej Europy. Niebywałe rozstrzygnięcie w grupie A stało się faktem. Rosjanie przegrali z mocarzami defensywy, Grekami, 0:1 i teraz to właśnie podopieczni Santosa na czele z Karagounisem cieszą się ze zwycięstwa.
Spotkanie rozpoczęło się dość przewidywalnie, a więc od szturmu Arszawina i spółki na bramkę Sifakisa. Rezerwowy dotychczas bramkarz Greków okazał się jednak zbyt silny dla reprezentacji „Sbornej”, która nie potrafiła przedostać się przez skomasowaną defensywę swych rywali. A gdy wszystko zmierzało już do końca i Rosjanie szykowali się do zejścia do szatni, by tam wysłuchać rad niezastąpionego Advocaata, Grecy zadali cios. Cios, po którym ich przeciwnicy już się nie podnieśli. Bramkę dającą sensacyjny awans Grekom zdobył nie kto inny, jak kapitan reprezentacji Giorgos Karagounis. Czyż nie pięknie ułożyła się Grekom ta bajka?
Strzelenie bramki to jedno, ale obronienie się przed tak klasowym ofensywnie rywalem to druga sprawa. Moglibyśmy więc przyznać miano najlepszego któremuś z obrońców, tudzież bramkarzowi, ale nie… Zdecydowanie bardziej należy się ono kapitanowi greckiej kadry. Karagounis oprócz strzelenia arcyważnego gola wiele pomagał także swym kolegom w środku pola, a raczej przed polem karnym, gdzie najczęściej przebywali w tym meczu Rosjanie. To jego doświadczenie – 35 lat na karku – zacieśniło blok defensywny Greków. Swoją drogą, kto widział to spotkanie, wie, jak ważne ono było dla kapitana reprezentacji Grecji i jak znosił on trudy tej rywalizacji. Niebywały wyczyn Greków, niebywały i aż trudny do opisania występ Karagounisa…
Kto będzie rywalem Grecji w ćwierćfinale? Trudno to jednoznacznie stwierdzić, ale jak na razie najbliżej do tego Niemcom.









