Polska jest narodem malkontentów, pesymistów i Januszy z wygodnego fotela przed telewizorem. Trudno się nie zgodzić z tym twierdzeniem, aczkolwiek nie jest przypadkiem to, że przed każdą wielką piłkarską imprezą jesteśmy przestraszeni i zadajemy sobie tysiące pytań. Mecz z Holandią, zamiast nabić w nas pozytywne myślenie, to raczej sprawił, że w wielu polskich domach poleciały przekleństwa i stara ta sama gadka „po co ja to oglądam”. Reprezentacja Polski z Walią jedynie może uspokoić i zatamować krwawienie kibiców, ale nic więcej.
Absolutnie nie dziwimy się temu faktowi. Reprezentacja Polski wyglądała karykaturalnie. Była cieniem Holendrów. Przez ani minutę nie pokazaliśmy im, na co nas stać. Przeszliśmy obok meczu, podziwiając jedynie grę „Oranje”, która była w czwartek na domiar łaskawa i poczęstowała nas zaledwie dwoma bramkami, a my potrafiliśmy oddać zaledwie dwa strzały celne. Niestety, znów, zamiast jechać na turniej spokojni i pewni swego, nabraliśmy wody w ustach i tak będziemy trzymać ją do 22 listopada. Oto kilka niewiadomych, o których będzie głośno w najbliższych miesiącach. Mecz z Walią może tylko przyćmić niektóre wątpliwości.

Trójką czy może czwórką?
Wieczne rozważanie. Czy jesteśmy przygotowani na grę trójką obrońców? A może zastosować bezpieczny i sprawdzony wariant z czwórką defensorów? Rozmawiać tak sobie możemy, a na koniec Holendrzy wyjdą na murawę i powiedzą: „chłopaki gramy w piłkę, no co wy robicie?”. Reprezentacja Polski na Stadionie Narodowym w czwartek nie grała w piłkę. Niezależnie od tego, jak się ustawimy, musimy po prostu operować piłką.
Pojawiają się słuchy, że na Meksyk raczej nie możemy wyjść takim systemem jak na Holandię, bo dostaniemy w czapkę. Ameryki nie odkryjemy, grając tak jak z Holandią, wychodząc nawet ósemką czy dwójką obrońców, przegramy. Czesław Michniewicz kombinuje. Wiemy przecież, że potrafi wymyślić coś niekonwencjonalnego i zaskoczyć przeciwników. Na siedem meczów trzykrotnie wychodziliśmy trójką. To jedynie pokazuje, że mamy miszmasz. Poniekąd możemy tym zaskoczyć rywali, ale szkoda tylko, że w sumie to my sami nie wiemy, co chcemy grać. Wyniki mówią jednak, że lepiej gramy klasycznym ustawieniem z czterema obrońcami, aczkolwiek w przestrzeni publicznej dominuje dziwne przekonanie, że ten wariant jest przestarzały.













