W meczu 15. kolejki T-Mobile Ekstraklasy słabo grający Lech przegrał na własnym boisku z dobrze ustawionym zespołem Widzewa. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Bruno Pineiro.

W niedzielne popołudnie spotkały się drużyny, które w ostatnich meczach nie zachwycają. Gospodarze już od czterech spotkań nie potrafili zdobyć ani jednej bramki. Cztery mecze i trzy punkty to niewiele, jak na ambicje poznańskiej ekipy. Widzewowi również się nie wiodło. Pięć punktów w sześciu ostatnich kolejkach to wynik niezadowalający. Trzeba zaznaczyć, że oba zespoły tracą mało bramek, więc gra defensywna to ich mocne strony.
Lech rozpoczął spotkanie w najmocniejszym składzie. Trener Bakero miał wszystkich swoich zawodników do dyspozycji. W drużynie gości nastąpiły trzy zmiany w porównaniu do poprzedniej kolejki.

Gospodarze od początku chcieli zdobyć przewagę nad Widzewem. Zwycięstwo wywindowałoby poznaniaków kilka pozycji w górę. W pierwszych minutach lewa strona Lecha działała bardzo dobrze. Najpierw Henriquez szukał w polu karnym Rudniewa, następnie z dystansu próbował Tonew. U gospodarzy było widać wielką ochotę na zdobycie bramki, dobrze z boku dorzucił Wojtkowiak, ale nie zdążył Rudniew. Jego ostatnia kontuzja z pewnością była solą w oku hiszpańskiego trenera. Widzew nastawił się na defensywną grę, od czasu do czasu przeprowadzając kontry. Lech kilka razy próbował uderzeń z dystansu, ale Mielcarz nie musiał interweniować. Dopiero w 21. minucie zawrzało w polu karnym gości. Kamiński świetnie uderzył głową, ale jeszcze lepiej spisał się bramkarz Widzewa. „Kolejorz” spokojnie konstruował akcje, wymieniając przy tym wiele podań. Brakowało jednak tego ostatniego zagrania, które otworzyłoby drogę do bramki. W 26. minucie dobrą kontrę przeprowadzili Budka z Grzelczakiem, ale ten ostatni uderzał za słabo, by zaskoczyć Buricia. W grze Lecha brakowało uskrzydlenia akcji. Ani lewa, ani prawa flanka nie działały tak, by obrona Widzewa mogła się pogubić. Gospodarze nie chcieli powtórki z zeszłego spotkania T-Mobile Ekstraklasy, kiedy to nie potrafili zdobyć ani jednej bramki. W 41. minucie to goście mieli okazję. Bieniuk uderzał głową, ale nieskutecznie. Tuż przed gwizdkiem Lech bardzo groźnie zaatakował ze skrzydła, zaskakując przy tym Widzew. Tonew zacentrował, ale Stilić nie zdołał czysto uderzyć piłkę. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem przewagi Lecha, ale poznaniacy nie potrafili jej udokumentować golem. Widzew grał dobrze w obronie, spokojnie oczekując na dogodną okazję do skontrowania.











