Korona Kielce przegrała na własnym stadionie z Widzewem Łódź 1:2. Gospodarze prowadzili po trafieniu Andrzeja Niedzielana, jednak dwie bramki Darvydasa Sernasa dały przyjezdnym zwycięstwo.

Obie ekipy rozpoczęły mecz skoncentrowane, a ich gra była niedokładna. W 9. minucie Korzym dośrodkował z lewego skrzydła, Dudu nie sięgnął piłki, ale zaskoczony Gajtkowski źle przyjął futbolówkę i szansa na zdobycie bramki została zaprzepaszczona. Goście odpowiedzieli strzałem z dystansu Lisowskiego, który nie sprawił większych problemów Małkowskiemu. W 18. minucie kielczanie objęli prowadzenie. Sobolewski zagrał prostopadłą piłkę do Niedzielana, a ten wygrał pojedynek sam na sam z Mielcarzem. Był to jego drugi gol w drugim występie dla Korony, do której trafił w letnim okienku transferowym.
Przewaga podopiecznych Marcina Sasala nie podlegała dyskusji, jednak nie potrafili oni wypracować sobie dogodnych sytuacji do podwyższenia wyniku. Łodzianie bezlitośnie wykorzystali chwilę dekoncentracji w szeregach rywali, doprowadzając do remisu w 34. minucie. Budka zacentrował z prawego skrzydła, Sernas oddał strzał głową, a piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Dla Litwina był to również drugi gol zdobyty w tym sezonie. Żadnej z drużyn nie udało się wyjść na prowadzenie przed przerwą.
Na początku drugiej odsłony inicjatywa ponownie należała do kielczan. Gra zrobiła się jednak znowu niedokładna i widowisko straciło na atrakcyjności. W 61. minucie gospodarze zupełnie nie atakowali łodzian, a ci wykorzystali wolną przestrzeń, strzelając drugą bramkę. Dwójkową akcję przeprowadzili Sernas i Panka, a pierwszy z nich popisał się precyzyjnym uderzeniem z 18 metrów.
Gospodarze byli blisko wyrównania stanu meczu w 71. minucie. Po uderzeniu Mihajlovicia z linii pola karnego piłka otarła się o zewnętrzną część słupka. Kilka minut później Mielcarz popisał się świetną paradą po strzale Lecha z 20 metrów. Po kontrze w 89. minucie Panka znalazł się w dogodnej sytuacji, ale posłał piłkę nad poprzeczką. W doliczonym czasie gry Stano główkował wprost w środek bramki, gdzie czekał Mielcarz. Chwilę później Sernas uderzył z dystansu, ale Małkowski uratował swój zespół przed utratą kolejnego gola. Wynik do końcowego gwizdka arbitra nie uległ zmianie. Korona po raz drugi z rzędu straciła punkty, mimo jednobramkowego prowadzenia.











