Widzew Łódź ograł na własnym boisku Jagiellonię Białystok 4:2. Bramki dla łodzian zdobywali Grzelczak, Madera, Bieniuk oraz Budka. Z kolei kibiców gości dwukrotnie ucieszył Tomasz Kupisz.
W pierwszych minutach spotkania Jagiellonia starała się narzucić rywalom swój styl gry. Bliski zdobycia bramki był Kupisz, który doszedł do sytuacji strzeleckiej po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Jego uderzenie przeszło jednak po poprzeczce. W 14. minucie prawą stroną popędził Kukol. Po świetnym rajdzie zagrał w pole karne do Dawida Plizgi, który widząc tuż obok Kupisza zdecydował się oddać mu piłkę. Pomocnik białostocczan uderzył lewą nogą w kierunku dłuższego słupka. Po chwili futbolówka zatrzepotała w siatce i podopieczni Czesława Michniewicza mogli cieszyć się z objęcia prowadzenia.
Ich radość nie trwała jednak zbyt długo. Już trzy minuty później piłkę w środku pola wyłuskali widzewiacy. Budka zagrał do Panki, a ten obsłużył doskonałym podaniem Grzelczaka. Napastnik łodzian strzałem ze skraju pola karnego umieścił futbolówkę w bramce. Trzeba jednak przyznać, że spory udział przy trafieniu Grzelczaka miał bramkarz „Jagi”, Krzysztof Baran, który spóźnił się z interwencją.
To co działo się w pierwszej części spotkania zupełnie nie dorównuje sytuacji, jaką mieliśmy w drugiej części gry. W 49. minucie Widzew miał doskonałą sytuację na zdobycie gola. Po szybkiej akcji i wycofaniu na linię piątego metra przed szansą na zanotowanie drugiego w tym meczu trafienia był Grzelczak, ale doskonałą interwencją popisał się Baran. Kilka sekund później bramkarz gości nie zdołał już uratować swojej drużyny. Po krótko rozegranym rzucie rożnym w pole karne dośrodkowywał Budka, a piłkę w bramce umieścił Sebastian Madera.
Widzewiacy nie zdążyli jeszcze ochłonąć, a już mieliśmy remis. Dośrodkowanie w pole karne dotarło do Tomasza Frankowskiego. Ten zgrał futbolówkę klatką piersiową do wbiegającego Tomasza Kupisz, który strzałem z pierwszej piłki zdobył wyrównującą bramkę.
Podopieczni trenera Mroczkowskiego nie załamali się jednak. Wręcz przeciwnie, Widzew ruszył do ataku. W 54. minucie z rzutu wolnego dośrodkowywał Budka. Piłka trafiła wprost na głowę Bieniuka, który silnym strzałem starał się pokonać Barana. Po drodze futbolówka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do siatki, wywołując wybuch radości na stadionie w Łodzi.
Jagiellonia wyraźnie zaskoczona takim obrotem sprawy przez chwilę nie potrafiła skonstruować żadnej ciekawej akcji. Wykorzystał to Widzew. W 67. minucie w pole karne przebojem wdarł się Okachi. Piłkę spod nóg wybił mu jeden z defensorów gości, ale ta trafiła do Adriana Budki, który długo nie zastanawiając się oddał strzał. Silne i precyzyjne uderzenie skrzydłowego gospodarzy znalazło drogę do bramki, dzięki czemu łodzianie objęli dwubramkowe prowadzenie.
Do końca spotkania piłkarze Czesława Michniewicza nie potrafili znaleźć sposobu na sforsowanie defensywy Widzewa, która w drugiej połowie zagrała niemal bezbłędnie. Z kolei łodzianie raz po raz nękali gości groźnymi kontratakami, które przy odrobinie szczęścia mogły całkowicie pogrążyć „Jagę”. Widzewiacy odnieśli więc zasłużone zwycięstwo po bardzo dobrej grze.










