Widzew Łódź w meczu wyjazdowym pokonał Piasta Gliwice 2:1. Bramki dla łodzian zdobywali Kaczmarek i Broź, natomiast honorowego gola dla gospodarzy strzelił Kędziora.
Dzisiaj na stadionie Piasta w Gliwicach miejscowi podejmowali Widzew Łódź. Wszyscy byli bardzo ciekawi tego spotkania, ponieważ obie drużyny rozpoczęły sezon niespodziewanie bardzo dobrze i liczba zdobytych przez ekipy punktów bardzo dziwi.

Jako pierwsi zdobyć gola spróbowali gospodarze. Tomasz Podgórski uderzył z 20 metrów, ale jego strzał nie trafił do bramki strzeżonej przez Mielcarza. W pierwszych minutach to gospodarze dyktowali warunki spotkania. Widzew zaspany, niepotrafiący stworzyć sobie żadnej sytuacji. W 23. minucie doszło do bardzo niebezpiecznego starcia, w wyniku którego boisko z powodu zakrwawionej głowy musiał opuścić Damian Zbozień.
W 39. minucie o dziwo jako pierwsi bramkę zdołali zdobyć piłkarze łódzkiego Widzewa. Alex Bruno zagrał piłkę do Marcina Kaczmarka, a temu nie pozostawało do zrobienia nic innego, jak umieszczenie futbolówki w siatce. Był to ostatni wątek pierwszej połowy. Mimo że przez cały czas bardzo dobrze w piłkę grali zawodnicy Piasta, to goście zdołali zdobyć gola.
Druga połowa tradycyjnie rozpoczęła się od ataków ze strony Piasta Gliwice. Najpierw z 20 metrów groźny strzał oddał Wojciech Kędziora, a następnie Matej Izvolt minimalnie chybił po strzale głową. W kolejnej dogodnej sytuacji błąd popełnił Thomas Phibel, ale Kędziora nie zdołał pokonać Mielcarza w sytuacji sam na sam.
W 75. minucie „Piastunki” wreszcie zdołały wpakować futbolówkę do siatki. Kędziora zrehabilitował się za poprzednie niewykorzystane sytuacje i strzałem między nogami pokonał Mielcarza. Trzy minuty później sędzia spotkania, Szymon Marciniak, nie użył gwizdka w dość spornej sytuacji, w polu karnym Widzewa został bowiem przewrócony zdobywca gola dla Piasta.
Na tym nie koniec groźnych ataków gospodarzy. W 81. minucie w sytuacji sam na sam z Maciejem Mielcarzem znalazł się Matej Izvolt, ale jego strzał minimalnie minął bramkę. W ostatniej minucie sędzia podyktował rzut karny dla Widzewa Łódź. Faulowany w polu karnym był Rybicki, a popularne wapno na gola zamienił Łukasz Broź.
Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie i widzewiacy wracają do Łodzi z kompletem punktów. Brawa należą się zespołowi Marcina Brosza, który przez większą część spotkania dyktował warunki.











