W drugim sobotnim spotkaniu w ramach T-Mobile Ekstraklasy Widzew Łódź po zaciętym meczu pokonał przed własną publicznością Cracovię Kraków 1:0. Gola na wagę cennych trzech punktów zdobył w pierwszej połowie spotkania Przemysław Oziębała, który bezlitośnie wykorzystał nieporozumienie Kaczmarka z Van Der Bizenem.
Mecz ostatniej w tabeli Cracovii Kraków z Widzewem Łódź był zapowiadany jako być albo nie być dla krakowskiego zespołu. Tym bardziej że w spotkaniu poprzedzającym rywalizację na stadionie przy al. Piłsudskiego przedostatni PGE GKS Bełchatów pokonał na własnym obiekcie Zagłębie Lubin 2:1. W sobotnie popołudnie trenerzy obu drużyn zapowiadali przełamanie złej passy i liczyli na zwycięstwo swojej drużyny. A było co przełamywać, bo gospodarze nie potrafią zdobyć punktu już od czterech spotkań, natomiast podopieczni Dariusza Pasieki nie potrafili odnieść zwycięstwa od 24 września i na dodatek nie potrafili od tego dnia zdobyć bramki. Warto odnotować, że w spotkaniu z poprzedniego sezonu, które było rozgrywane na stadionie Widzewa, obie drużyny podzieliły się punktami po remisie 2:2.

Pierwsze fragmenty spotkania utwierdzały wszystkich w przekonaniu, że Cracovia chce jak najszybciej zdobyć gola, który pozwoliłby piłkarzom tej drużyny na spokojniejszą grę w dalszym etapie meczu. Jednak, prócz dwóch z rzędu wywalczonych rzutów rożnych, bramki w pierwszym kwadransie gry piłkarze Cracovii nie zdobyli. Wręcz przeciwnie. Już w 10. minucie po dośrodkowaniu z narożnika boiska przez Adriana Budkę oraz błędzie Wojciecha Kaczmarka i braku komunikacji z Van Der Bizenem gola dającego prowadzenie łodzianom zdobył Przemysław Oziębała. Mimo że podopieczni Radosława Mroczkowskiego strzelili bramkę, to mieli powody do obaw, ponieważ cztery minuty po wyjściu na prowadzenie Ugochukwu Ukah otrzymał czerwoną kartkę za faul na Visniakovsie i bardzo osłabił swój zespół.
W dalszych minutach meczu będący w zdekompletowanym zestawieniu łódzki Widzew skupił swoją uwagę na przerywaniu ataków gości w zarodku i kontrowaniu swoich rywali. Właśnie po szybkim kontrataku, jaki miał miejsce w 22. minucie, gola na 2:0 mógł zdobyć Piotr Grzelczak. Jednak całemu niebezpieczeństwu zapobiegł Kosanović, który popisał się udaną interwencją we własnym polu karnym. Natomiast goście swoją najlepszą okazję bramkową mieli w 36. minucie po strzale głową holenderskiego napastnika „Pasów” – Koena Van der Biezena, lecz fantastyczną obroną popisał się bramkarz Widzewa i uratował tym samym swój zespół przed utratą gola.
Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie i to gospodarze schodzili do szatni w lepszych nastrojach. Natomiast szkoleniowcowi krakowskiego zespołu pozostało w dalszym ciągu wyszukiwanie recepty na dobrą bądź co bądź grę gospodarzy.












