Widzew Łódź pokonał na własnym stadionie Pogoń Szczecin 2:1. To zwycięstwo pozwoliło przełamać passę trzech przegranych meczów z rzędu.
Dla zawodników Widzewa Łódź mecz przeciwko Pogoni Szczecin był szalenie istotny. Nie wygrali oni od trzech spotkań i podczas sobotnich zawodów chcieli zaprezentować się jak najlepiej. Goście ze Szczecina zaś zdawali sobie sprawę, że łatwej przeprawy nie będzie i gospodarze wysoko postawią poprzeczkę.

Od początku spotkania oba zespoły próbowały zagrozić bramce przeciwnika, lecz bez większych efektów. Zawodnikom obu drużyn brakowało wykończenia, a przede wszystkim dokładności, bo dośrodkowania pozostawiały wiele do życzenia. Każda strona się starała, jednak trudno było przechytrzyć rywala. Gospodarzom szalenie zależało na zwycięstwie i w ich postawie było widać duże zaangażowanie i chęci. Pozytywnie wyglądała postawa obrońców Widzewa, którzy tworzyli monolit trudny do przejścia. La France i Augustyniak bardzo dobrze się rozumieli, a ich komunikacja była kluczowa w świetnej postawie formacji obronnej zespołu Rafała Pawlaka.
Pierwszy gol padł w 19. minucie dla Widzewa. Najpierw nastąpiło spore zamieszanie w polu karnym Pogoni Szczecin, następnie piłka trafiła pod nogi Eduardsa Visnakovsa, który pewnym uderzeniem z jedenastego metra pokonał Janukiewicza. Po zdobyciu gola Widzew przejął inicjatywę i próbował za wszelką cenę podwyższyć prowadzenie. Do przerwy obraz gry nie uległ zmianie i Widzew do przerwy prowadził 1:0. Zawodnicy łódzkiej drużyny z uśmiechem schodzili do szatni, bo byli w połowie zrealizowania swojego planu.
Druga połowa rozpoczęła się z wysokiego C. W 49. minucie minucie zawodnicy Pogoni Szczecin dośrodkowywali w pole karne, szukając zagrożenia i stworzenia sobie sytuacji. Tam piłka trafiła w Kevina Lafrance i wpadła do bramki, myląc Macieja Mielcarza. Było to drugie samobójcze trafienie obrońcy Widzewa w tym sezonie. Radość gości nie trwała jednak długo, bo już minutę później gospodarze ponownie objęli prowadzenie. Kevin Lafrance był tak wściekły, jakby ktoś przywłaszczył sobie jego żonę, i z pełnym impetem ruszył na bramkę rywala. Zawodnik pewnym strzałem głową pokonał golkipera Pogoni. Była to piękna rehabilitacja ze strony Haitańczyka.
Oba zespoły nie był już w stanie zanotować kolejnego trafienia. W końcówce za dwie żółte kartki wyleciał z boiska Marcin Kaczmarek, jednak Widzewowi udało się utrzymać korzystny rezultat do końca. Wygrał on przed własną publicznością i przełamał serię trzech meczów bez wygranej.











