Jak mówi stare dobre przysłowie, najpierw trzeba przetrwać burzę, żeby potem móc spokojnie budować. Widzew Łódź w sezonie 2025/26 przeżył właśnie taką burzę. Tylko że dom, który miał powstać szybko i efektownie, przez wiele miesięcy przypominał raczej plac budowy bloku w rozbiórce. Teraz, tuż przed startem nowych rozgrywek PKO BP Ekstraklasy, w Łodzi panuje inna atmosfera. Mniej fajerwerków, więcej rozsądku. I pytanie brzmi nie, czy kupimy kolejną gwiazdę, ale czy ten klub wreszcie nauczy się wygrywać tym samym składem dwa mecze z rzędu.
W niedzielę 26 lipca „Serce Łodzi” znowu zacznie bić od dopingowania ponad 15 tys. kibiców. Pierwszy rywal to kompletnie przebudowany Motor Lublin. Pierwszy sprawdzian jest nie w Austrii, nie na papierze, lecz w lidze, gdzie liczą się tylko punkty. A w tle wciąż słychać echa poprzedniego sezonu. Zaledwie 14. miejsce, 42 punkty, walka o utrzymanie do ostatniej kolejki i słowa Bartłomieja Drągowskiego, który w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” przyznał wprost, że oczekiwania po jego przyjeździe do Łodzi, a ligowa rzeczywistość, to były „dwa zupełnie różne światy”. Na szczęście ten scenariusz miał happy end. Teraz czas na nowy rozdział.
Trofea straszą Widzew
Widzew to klub, który w polskiej piłce nie potrzebuje przedstawiania. Czterokrotny mistrz kraju. Legenda lat 70. i 80.. Wyczekany powrót do elity w 2024 roku po latach tułaczki po niższych szczeblach. Jednak miniony sezon był najsłabszym wynikiem od odrodzenia. 12 zwycięstw, 6 remisów, 16 porażek i zaledwie cztery punkty przewagi nad strefą spadkową. Robert Dobrzycki, który latem 2026 przejął również obowiązki prezesa, nie ukrywał po prezentacji drużyny, że poprzednie rozgrywki były stresującym sezonem przemiany, i że gra drużyny zdecydowanie dużo gorsza od oczekiwań. Właściciel klubu dodał jednak stawia na to, że nowy sezon będzie dużo spokojniejszy.

I tu właśnie leży sedno. Po okresie, w którym do Łodzi sprowadzono ponad 20 piłkarzy za łącznie blisko 23 mln złotych, co na standardy polskiej ligi jest zawrotną kwotą. W tym także był zimowy rekord Ekstraklasy, transfer Osmana Bukariego za 5,5 mln euro, ale klub stanął w miejscu. Zamiast europejskich pucharów była nerwowa końcówka. Zamiast stabilności, rotacja na ławce szkoleniowej i chaos organizacyjny. Trener Vuković, który objął zespół w marcu 2026 roku i ma kontrakt do czerwca 2027, w rozmowie z mediami przyznał, że jego zadanie ratunkowe było trudniejsze niż utrzymanie Legii cztery lata wcześniej. Trafił bez okresu przygotowawczego, bez czasu na wdrożenie pomysłu. Teraz ma pełne lato. I po raz pierwszy od dawna może pracować jak normalny trener, a nie jak strażak gaszący pożary.
🚨 Stanowski ogłosił, że Kanał Zero ma WIĘKSZY BUDŻET NIŻ WIDZEW ŁÓDŹ
🎙️ Żurnalista: „Zakładasz w budżecie na przykład, że tutaj może być sprawa w sądzie i musimy to kalkulować?”
🇵🇱🗣️ Krzysztof Stanowski:
„Nie. Ja patrzę na budżet całoroczny, nie patrzę w ogóle na małe… pic.twitter.com/Z7rPXtOY4X
— Newsy.Sportu (@Newsy_Sportu) July 21, 2026
Spokojne morze po burzy
Widzew Łódź wybrał inną filozofię. Mniej rewolucji, więcej ewolucji. Płatek, Masłowski i Kosiorowski to ludzie z ludzie z doświadczeniem w Rakowie, Jagiellonii czy Polonii. Mają konstruować skład przemyślnie. Nie w pośpiechu. Sam trener Vuković zapowiadał, że jeśli nikt istotny nie odejdzie, do klubu dołączą dwóch, max trzech zawodników. Kluczowa jest jakość, nie liczba. Na dziś potwierdzone nabytki to dwa nazwiska o zupełnie innym charakterze. Karol Świderski, który ma na swoim koncie 51 meczów i 14 bramek w reprezentacji Polski. Zalicza on powrót do Ekstraklasy po latach w Grecji, Stanach i we Włoszech, gdzie trafił z Panathinaikosu Ateny. Podpisał kontrakt do 2029 roku. To transfer, który ma dać Widzewowi to, czego brakowało w poprzednich rozgrywkach. Regularność pod bramką rywala i doświadczenie na najwyższym poziomie. Dwa dni później klub ogłosił piątego Hiszpana w kadrze Mario Garcíę, lewego obrońcę z właśnie awansującego do La Ligi Racingu Santander.

Jednocześnie klub mówi wprost, że kadra nie jest kompletna. Priorytetem pozostaje lewa obrona oraz środkowy pomocnik typu „szóstka”. Po odejściu Kozlovskiego do Slovanu Bratysława, jesienią pozostanie wciąż kontuzjowany Lerager. Długo wykluczony ze względu na uraz będzie Szymon Czyż, co sprawia, że sytuacja nie wygląda stabilnie. Trener rozpatrywał na te pozycje m.in. Bartłomieja Wdowika z Bragi. Tymczasem na tych pozycjach trzeba się posiłkować Chengiem i Selahim. Z drużyny odeszli też Bartłomiej Pawłowski, Dion Gallapeni czy wypożyczony Maciej Kikolski. Symbol nowej polityki stał się Osman Bukari. Nie tak dawno rekordowy transfer ligi, osiem występów oraz zero bramek, zero asyst. Szybko wypożyczony do Crveny Zvezdy Belgrad z opcją wykupu. Artur Płatek tłumaczył, że po analizie zgrupowania piłkarz nie mógł liczyć na regularne występy.
Carlos Isaac podczas meczu z Puszczą Niepołomice doznał kontuzji więzadła pobocznego w kolanie i będzie pauzował przez kilka najbliższych miesięcy.
Urazu więzadła nabawił się też Samuel Akere. Jest on jednak dużo mniej poważny, a przerwa w grze potrwa około 2-3 tygodni, w… pic.twitter.com/QEqLK9YVAO
— Widzew Łódź (@RTS_Widzew_Lodz) July 22, 2026
Paradoksalnie Bukari błysnął już w eliminacjach Ligi Mistrzów w Zvezdzie, asystując w wygranej 4:0 z Larne. Crvena dostał za nim to, czego sam nie potrafił dać Łodzi, efekt na boisku. Juljan Shehu, pierwszy kapitan drużyny, reprezentant Albanii, jest na radarze klubów z Bundesligi i La Ligi. Konyaspor oferował około 2 mln euro, ale zostało to odrzucone. W kontrakt Albańczyka jest wpisana klauzula umożliwiająca transfer do czołowej europejskiej ligi. Jeśli spekulacje się potwierdzą, Vuković straci filar środka pola tuż przed startem rozgrywek.
Austria dodała pewności siebie
Letnie mecze kontrolne bywają jak zwiastuny filmowe, pokazują najlepsze sceny, ale rzadko opowiadają całą historię. Tym razem jednak Widzew Łódź miał powody do uśmiechu. Po raz pierwszy od powrotu klubu wyjechał na zagraniczne zgrupowanie, do Bad Erlach. Wrócił stamtąd z bilansem, którego dawno w Łodzi nie widziano. Stal Rzeszów 4:0 i hat-trick Sebastiana Bergiera. Bezbramkowy remis z wicemistrzem Słowacji, DAC 1904 Dunajska Streda. Szokując nie tylko polskie środowisko, ale także tureckie 2:0 z Beşiktaşem Stambuł po golach Emila Kornviga i Frana Alvareza. Mecz z tureckim gigantem Vuković ocenił jako najcenniejszy sprawdzian. Planowany sparing ze słoweńskim Brinje Grosuplje odwołano z powodu problemów kadrowych rywala, a w zastępstwie padło 4:3 z austriackim trzecioligowcem Marchfeld Donauauen. Gad bramek, ale też przypomnienie, że defensywa wciąż potrafi zaskoczyć w złym sensie. Finał przygotowań nastąpił 19 lipca, gdzie niemal osiem tysięcy widzów na stadionie obejrzało zwycięstwo z Puszczą Niepołomice.

Pięć meczów, zero porażek. Trener Vuković przed tym spotkaniem mówił o czterech zwycięstwach w pięciu sprawdzianach. Mateusz Żyro, członek rady drużyny, w WidzewTV stwierdził, że jakość i potencjał tej grupy są bardzo wysokie, ale problemem było to, że nie udokumentowano tego w lidze. Z Besiktasem wszyscy zobaczyli Widzew Łódź jakiego chcieliby widzieć zawsze. Brzmi pięknie. Jednak Żyro sam wspominał też o meczach, w których drużyna traciła gole w końcówkach i tu właśnie zaczyna się prawdziwy test sezonu.
Układanie szatni
W niedzielę klub zaprezentował kadrę na sezon 2026/27. Trzydzieści nazwisk, ale nie wszystkie realnie dostępne od pierwszego gwizdka. Shehu został kapitanem choć wśród kibiców najwięcej głosów zebrał Przemysław Wiśniewski. Zastępcą jest Drągowski, a radę drużyny tworzą jeszcze Wiśniewski, Żyro i Alvarez. Vuković sam wskazał opaskę, bo przy głosowaniu w szatni chłopaki mogliby wybrać na kapitana kogoś kto się na to zwyczajnie nie nadaje. Nowe numery otrzymali Świderski, Garcia i Golański. Kilka znanych twarzy zmieniło oznaczenia. Isaac z 2 na 22, Kapuadi z 53 na 3, Teklić po powrocie z wypożyczenia do Osijeku musiał ustąpić ósemki Kornvigowi i wybrał 19. To drobiazgi, ale pokazują, że klub wchodzi w sezon z uporządkowaną listą choć trener zapowiada dalsze rozstania i nie wyklucza wariantu z dwoma napastnikami, Bergierem, i Świderskim.
Wysoka amplituda
Bukmacherzy widzą Widzew inaczej niż rok temu. W notowaniach pięciu legalnych firm średni kurs na mistrzostwo Polski wynosi więcej niż na Lech Poznań czy Legię. W innych rankingach Widzew Łódź jest trzeci, za „Wojskowymi”. Wysokie kursy na spadek mówią same za siebie. Nikt poważnie nie typuje Widzew Łódź do strefy spadkowej. To ogromna zmiana perspektywy jak na klub, który jeszcze w maju liczył każdy punkt na gorącym krześle. Realnie jednak cel powinien być bardziej prozaiczny niż od razu walka o mistrzostwo. Górna połowa tabeli, regularne punkty na wyjazdach, brak nerwowych finiszy w dolnej strefie. Vuković powtarza, że jesienią liczy się zbieranie punktów, a o konkretnych ambicjach wiosną można mówić dopiero po ocenie sytuacji. Mądre podejście jak na trenera, który wie, że w Widzewie każda porażka szybko urasta do rangi kryzysu.

Największym zagrożeniem pozostaje niecierpliwość. Jeśli po kilku słabszych kolejkach znów zacznie się mowa o kolejnej rewolucji, wymianie sztabu albo rekordowym transferze za wszelką cenę, klub wróci tam, skąd przyszedł. Do świata, który Drągowski nazwał obcym wobec pierwotnych oczekiwań. Jeśli jednak Shehu zostanie, Świderski trafi do siatki, defensywa utrzyma dyscyplinę z końcówki poprzedniego sezonu, a trybuny znów staną się dwunastym zawodnikiem, w Łodzi może wreszcie urosnąć coś trwałego. Motor Lublin w niedzielę to dopiero pierwszy przystanek. Jedno zwycięstwo nie zbuduje mistrza. Jedna porażka nie przekreśli planu. Ale pokaże, czy spokojne lato bez rekordowych wydatków, za to z pełnymi przygotowaniami i nowym napastnikiem z reprezentacji to początek odbudowy, czy kolejny raz tylko mydlenie oczu. Póki piłka w grze, nic nie jest jeszcze przesądzone. Tym razem jednak Widzew ma szansę przestać gonić własny cień. I to może być najważniejszy transfer tego lata, a nie ten za milion euro.