Od dłuższego czasu relacje na linii Widzew Łódź – władze miasta nie są najlepsze. W ostatnich tygodniach można już jednak mówić o konflikcie i nieporozumieniach w wielu kwestiach. Po wczorajszych wydarzeniach chyba nie ma już wątpliwości, czyje działania są absurdalne i komiczne. Miejska Arena Kultury i Sportu oraz Urząd Miasta Łodzi zaliczają w ostatnich dniach kolejne kompromitacje…
Wczoraj w godzinach wieczornych na skrzynki mailowe różnych redakcji związanych z łódzkim Widzewem trafił film wraz z oświadczeniem. Film oczerniał wizerunek prezesa Mateusza Dróżdża. Rzekomo miał on demontować znaki drogowe wokół stadionu, za to był upominany przez policję, a co najważniejsze, zarzucono mu także przygotowanie transparentu, który zawisł na trybunach podczas meczu z Legią i był krytyczny wobec osób rządzących miastem. Problem w tym, że transparent pokazany na filmie był zupełnie innym. Potwierdził to pracownik Canal+, Maciej Klimek, którego również widać na nagraniu.
Reakcja klubu
Po zaistniałych wydarzeniach Widzew wydał oświadczenie odnoszące się do zaistniałej sytuacji, które zapowiada podjęcie kroków prawnych wobec twórców nagrania. Dzisiaj klub zorganizował konferencję, na której głos zabrali właściciel Tomasz Stamirowski, prezes Mateusz Dróżdż oraz wiceprezes Michał Rydz.
– Jako klub nie możemy pozostawić obojętnie tego, co się stało. Jeżeli pojawia się tak zmanipulowany film, który szkaluje prezesa, to nie sposób nie zareagować. Jeżeli to jest działalność spółki miasta, to naprawdę jest to zarówno przykre, jak i wymaga podjęcia określonych działań prawnych. Zestawienie, w którym sugeruje się, że prezes przywiózł obraźliwy transparent, jest ewidentną nieprawdą. Oczekujemy tego, by ktoś z nadzoru spółki miejskiej przyjrzał się tej sytuacji, która powoduje duże straty wizerunkowe klubu.
Relacje z MAKiS-em i spółką miejską obejmują więcej elementów. Miasto zbudowało ten stadion, ale wszyscy wiemy, że to jest miejsce Widzewa. Nie oczekujemy od miasta ogromnego wsparcia, ale nie chcemy także napotykanych przeszkód, jak choćby instalacja nowego herbu czy oczekiwanie na zgodę, by móc wykonać mural z wizerunkiem Krzysztofa Surlita – powiedział większościowy udziałowiec Widzewa, Tomasz Stamirowski.










